Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Museeuw Bikes, czyli karbon w wersji eko
21 października 2008
Sezon przełajowy 2007/08
23 października 2008

Jeżeli spotkamy przypadkową osobę na ulicy i zapytamy o to z czym kojarzy mu się Holandia jest niemal pewne, że jedną z jego odpowiedzi będzie rower. Skojarzenie to nie rodzi się jednak bezpodstawnie i ma swoje mocne uzasadnienie w rzeczywistości, gdyż Holandia to potęga jeżeli chodzi o rowery.

Nie ma w tym stwierdzeniu przesady, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że rowerów jest tam więcej niż ludzi. Podczas naszej wyprawy rowerowej do Holandii mieliśmy okazję zaobserwować „jak się jeździ” w tym kraju i chciałbym się z Wami podzielić spostrzeżeniami na ten temat.

Pierwsze co rzuca się w oczy, łatwe do zaobserwowania zwłaszcza w miastach, jest obecność rowerów, które na naszych drogach należą do rzadkości. Nie zobaczymy tam, tak popularnych w naszym kraju rowerów górskich. W każdym razie w czasie kilkudniowego pobytu w Holandii nie było nam dane spotkanie tego typu rowerów. I nie ma się co dziwić. Jest to kraj wyjątkowo płaski, a liczne drogi, z których rowerzyści mogą korzystać są niemal bez wyjątku wyasfaltowane. Nadmorskie i śródlądowe wydmy w niewielkim tylko stopniu urozmaicają równinne krajobrazy.

Jakie za to rowery spotkamy na ulicach holenderskich miast?
Oczywiście holendry. Popularne niegdyś w Polsce rowery miejskie z szeroką, wysoko umiejscowioną kierownicą, na których jadący przyjmuje niemal pionową postawę ciała, to obecnie podstawowy środek lokomocji w największych holenderskich miastach. Co ciekawe nie są to pojazdy, które mają za sobą jeden czy dwa sezony. W większości są to zniszczone, przerdzewiałe maszyny, które są eksploatowane do granic możliwości.

Dużą zasługę za ich stan z pewnością odpowiada sposób ich przechowywania, najczęściej pod gołym niebem. Istnieją co prawda duże, piętrowe parkingi dla rowerów, jednak pojemność ich jest znacznie ograniczona w stosunku do potencjalnego zapotrzebowania. W mieście takim jak Amsterdam, w którego centrum zabudowa jest niezwykle zwarta i kamienice maksymalnie wykorzystuje się na cele mieszkaniowe, na rower po prostu nie starcza w nich już miejsca. Zresztą trudno byłoby je zmieścić w wąskich klatkach schodowych.

Szczególna uwaga należy się również innym, niestandardowym rodzajom rowerów, które niewątpliwie ubarwiają ulice miast. Bez trudu spotkamy tu zatem rowery poziome, riksze, rowery towarowe i inne pojazdy, które wymykają się poza wszelkie rodzaje klasyfikacji. Warto dodać, że najpopularniejszą marką roweru w Holandii jest rodzimy gazelle.

Teraz kilka słów o samych rowerzystach
Przeciętny użytkownik roweru miejskiego nie przywiązuje zbytniej wagi do jego stanu technicznego. Jest po prostu zadowolony, że może nim jeździć. Zresztą po co ma poświęcać czas i pieniądze na jego konserwacje, skoro ma świadomość, że jutro może już nie należeć do niego. Warto jednak zaznaczyć, że większość użytkowników rowerów dba o ich bezpieczeństwo. Dowodem jest to, że niektórzy używają w tym celu zapięć znacznie przewyższających wartość samego pojazdu, niekiedy nawet 10-krotnie.

Widzieliśmy nawet takie zabezpieczone trzema różnymi rodzajami zapięć wysokiej klasy. Ogólnie przyjęto tu zasadę, że niezabezpieczony rower należy do jego znalazcy. Ciekawe jest również to, że w mieście nikt nie jeździ w kasku. Chyba to najbardziej odróżniało nas spośród tamtejszych rowerzystów. W Holandii w kaskach jeżdżą tu niemal wyłącznie szosowcy.

Jeżeli chcielibyśmy pojeździć po Holandii rowerem, a nie mamy tego typu pojazdu, to jednak nie powinniśmy mieć problemu z jego zdobyciem. W Amsterdamie za dzień użytkowania roweru zapłacimy 10 euro. Warto jednak rozważyć zakup wysłużonego holendra, który nabędziemy za podobną kwotę. Dużym zaskoczeniem było dla nas to, że amsterdamscy rowerzyści nie zawsze przestrzegają przepisów ruchu drogowego. Czerwone światło jest dla nich ostrzeżeniem, że należy zachować uwagę i rozejrzeć się przed przejazdem przez skrzyżowanie. Niemal wzdłuż każdej ulicy przebiega ścieżka rowerowa lub wydzielony pas dla rowerzystów. Na ulicach nie powinny dziwić również osoby w garniturach, które poruszają się na rowerach, co w Polsce uznawane jest jako pewnego rodzaju egzotyka. To dziwne dla Polaków zjawisko najintensywniej występuje w Hadze, które ze względu na duże nagromadzenie różnych instytucji, w tym siedziby rządu, nazwać można miastem urzędników.

Wyjedźmy może teraz poza miasto
Tutaj królują już rowery innego typy i odmienna kultura jazdy. Przeważają nowe pojazdy, które Holendrzy wykorzystują do jazdy rekreacyjnej. Najczęściej jest to drugi, albo trzeci rower, który w przeciwieństwie do pozostałych powinien być niezawodny.
Podróżując rowerem po Holandii będziemy mieć do wyboru niezliczoną liczbę dobrze utrzymanych ścieżek rowerowych. Nie występują one wyłącznie, jak jest chociażby w Polsce, wzdłuż dróg publicznych, ale również niezależnie od nich. Każdy region posiada swój system ścieżek, które niemal bez wyjątku mają nawierzchnię asfaltową.

Na punktach węzłowych oznaczonych numerami, można dowiedzieć się z mapy o swoim aktualnym położeniu i zaplanować dalszy odcinek. Takie rozwiązanie okazuje się niezwykle wygodne dla rowerzysty, dlatego poruszanie się po Holandii bez własnej mapy nie powinno sprawiać większych trudności. Jeżeli przytrafi się nam awaria roweru, również nie powinniśmy się załamywać. Podobno, czego nie udało nam się jednak zaobserwować, przy ścieżkach w miejscach odpoczynku znajdują się skrzynki z podstawowymi narzędziami do naprawy rowerów, a nawet apteczki pierwszej pomocy. Do tego w niemal każdej miejscowości, nawet niewielkiej znajdziemy sklep rowerowy.

Piotr Banaszkiewicz

Źródło: cyklomaniak.pl.

Facebook