Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Oborniki Wlkp.
14.04

Śrem
28.04

Stargard
12.05

Wolsztyn
19.05

Radków
26.05

Łask
03.06

Rewal
16.06

Nowogard
23.06

Nietążkowo
7.07

Karpacz
14.07

Zieleniec
28.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Grupy startowe na Klasyku Kłodzkim
26 lipca 2012
IX Klasyk Kłodzki, czyli Husaria Szosowa zdobywa Zieleniec
29 lipca 2012

Zaczęło się wcześnie od wyjazdu z wrocławia.
Po przyjeździe szybkie logowanie w biurze zawodów, przebierańsko.
Szybkie przywitanie z kilkoma znajomymi i przyjaciółmi.

Przed startem Adaś z gdańska jeszcze pomaga mi wprowadzić korekty przedniego zawieszenia(eliminuje luzy na wahaczach i poprawia ustawienia hamulców) i 8.12 start.

Chłodno z górki widoki… Bomba ekipa ładnie ciągnie. Na pierwszym podjeździe jednak rozsypujemy się. Ja jadę swoim tempem. Na zjeździe z pierwszej górki mija mnie Acerolka…

I pojechał…

Ten to ma nogę… Kilka kilometrów później mija mnie jeden z uczestników i mówi że jechał z wariatem w pomarańczowym stroju Ełskaltela. Cisnął 25 km/h pod górkę…

Ta… wariat… tłumaczę mu po dobroci że to Sławek i że od kilku sezonów tak poprostu już ma. Ja tam miałem 15 i byłem cały szczęśliwy. Czeskie górki myknąłem łatwo i przyjemnie. Widoki piękne, asfalty gładkie jak cera…

Na granicy z polską dopada mnie grupka z Bartkiem Huzarskim.
Szybkie siadaj na koło i już jadę pośpiesznym.

Alle frajda jechać po zmianach z Huzarem!!!!
Średnia bomba grubo po wyżej 35km/h.

Po dziesięciu może więcej kilometrów na doganiamy Krzyśka Kamockiego.
Odłączam się od grupy i dalej jedziemy razem nadrabiając towarzyskie zaległości.

Do podnóża podjazdu przełęczy puchaczówki lecimy jak na mnie świetnym tempem, na moim liczniku średnia 28.3km/h. To mój rekord wszech czasów.

Dalej już nie było tak różowo.

Na puchaczówce melduję się już długo za Krzyśkiem. Krótkie papu, trochę żartów i rura w dół. Na dole okazuje się że Krzycha za mną brak….

Pojawił się na podjeździe w siennej gdy dochodziłem do siebie po dzwonku w uszach i obrazując słowach Jerzego Stuhra znanych z Seksmisji: CIEMNOŚĆ widzę, widzę CIEMNOŚĆ.

No i się zagotowałem. Chwila liczenia na deskach i wio pod górę. Na szczęście do przełęczy tylko kilometr.
Na górze miłe spotkanie z Adamem. Wcale nie krótka rozmowa i rura za Krzychem…
Dopadam go w Długopolu.

Po kilku kilometrach proponuję mu popas w sklepie. Jakoś nie protestował i żeby nie było obciachu przed tambylcami włazimy do sklepu z naszymi rowerkami.

Za to zachowując się jak rasowi tambylce, gazdujemy na skrzysnkach po piwku z … Krzysiek z colą.

Po chwili relaksu w tak ciekawej scenerii jedziemy dalej. Im wyżej tym lepiej… nie mówić. Upał robi swoje. Gotuje się we mnie wszystko. Prędkość spada, wolno, wolniej 0.

Odnawia się stara kontuzja. Wybieram pieszobus.

Po drodze zabieram ze sobą dwie bardzo sympatyczne osoby (pozdrawiam jeśli czytacie). Do szczytu deptanie i sapanie przerywamy rozmowami.

W międzyczasie wyprzedza nas Krzysiek. Różnimy się z wyrazu twarzy tylko tym, że on jeszcze jedzie :)

Na przełęczy dosiadam rowera i p,p,pędzę w dół. Trasa dalej dość przyjemna. Prędkość dzięki wiaterkowi w zadek całkiem przyzwoita.

Wjazd do zieleńca to już tylko formalność.

A tam, rozmowy żarty, wymiana wrażeń. Czyli tak na prawdę jak zwykle :)

Jednak na przekór poprzednim i opiniom pewnego Piotra był to mój najbardziej towarzyski maraton w historii.
Krzyś dzięki za wspólną jazdę.

Adam.. koło moje ma do wymiany łożyska, nie chce się prawie już kręcić. :D
Sławek… Fajna pomarańczowa koszulka.
Adam… Człowiek czasami chciałby napisać coś mądrego, ale czasami brak słów… Najważniejsze jednak było Was widzieć, trasę przejechać… wygenerować trochę endorfinek, które do teraz mnie trzymają.
Gretuś … Aleś darła pod puchaczówkę!!!

Dziękuję organizatorom, wszystkim osobom z obsługi, Pani która oblała mnie wodą w porębie :)
Oraz uczestnikom, że byliście. Bo atmosfera nie czyni się sama.

Musio Maruda
;)

Do zobaczenia w Jelonce.

Facebook