Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Świnoujście 2010 – dentysta i maraton w jednym
28 września 2010
Wyniki i Rankingi po sezonie 2010
21 października 2010

Przygotowania

do sezonu zacząłem z końcem 2009 roku. Biegałem po wrocławskich nadodrzańskich wałach i pływałem raz w tygodniu na basenie 50-cio metrowym. Na biegu Sylwestrowym w Trzebnicy, na dystansie 10-km osiągnąłem czas poniżej 50 min. a więc całkiem dobrze. Początek roku zaczynam od nart w Czarnej Górze. Niestety 4-go stycznia 2010r. skręciłem prawą nogę w stawie kolanowym i skończyło się zabiegiem artroskopii i czteromiesięcznym leczeniem. W lutym i marcu dużo biegam na nartach, które dostałem w celu rehabilitacji od Rolanda. Roland – bardzo Ci dziękuję.

Majorka – W marcu wyjeżdżam na Majorkę z grupą Marka Szerszenia.

Trenuję indywidualnie tak, aby nie forsować zbytnio nogi. Czasami ze łzami w oczach wspinam się pod górkę. Pogoda była b. ładna, więc był też czas na opalanie. Marku, jestem Ci bardzo wdzięczny za załatwianie wszystkich spraw związanych z wyjazdem, a wszystkim uczestnikom za miłe, wspólne spędzenie czasu.

Sanatorium -Leczenie

kończę rehabilitacją w sanatorium w Lądku Zdroju, gdzie byłem jedynym, który przyjechał na rehabilitację i pomagał lekarzom. Widziałem tłumy kuracjuszy, którzy czekali aż ,,sanatorium” ich wyleczy. Rano przed śniadaniem 45 min. biegania po świeżym powietrzu, potem kąpiel i jedzonko. Następnie rowerek stacjonarny, po którym zmieniałem mokrą podkoszulkę, zabiegi typu – laser, -basen w DZ Wojciech, -masaże i elektromasaże. Dzięki sympatycznym pielęgniarkom udało mi się załatwić wszystkie zabiegi rano, więc po obiedzie wsiadałem na rower (już prywatny, który za zgodą lekarza trzymałem na balkonie) i jeździłem po Kotlinie Kłodzkiej.

Puchar Polski w supermaratonach rowerowych – zaczynam w Trzebnicy na rowerze Fuji z

osprzętem Shimano Dura Ace, dystans jak zawsze GIGA. Pierwsza niespodzianka – jestem na 19-tym miejscu w open i pierwszy w Kat.M6. A więc włożona praca procentuje. Następne maratony to cały czas pierwsze miejsca w kategorii i zawsze w pierwszej dwudziestce uczestników w kat. open. Gorzej jeździ mi się po górach i nad tym będę musiał jeszcze długo popracować (zajmowałem miejsca powyżej 20-tego). Zmieniłem też rower – mojego zeszłorocznego GEYA – inny, przystosowałem do szosy i przyznam, że jeździło mi się wspaniale. Z przodu 50/34z tyłu 12/27.

La Marmotte –

to, co nie udało się osiągnąć w roku ubiegłym zrealizowałem z nawiązką. W 2009 roku miałem defekt roweru (pękła śruba pod siodłowa), a uzyskany czas dał mi srebro. Za to w tym roku już bez żadnych problemów udało mi się uzyskać czas na złoto – limit był dla mojej kategorii 10h03min, a uzyskałem czas 9h05min. Po maratonie tygodniowy odpoczynek we Francji w miłym towarzystwie Grzesia z Dagmarą i Irenki oraz treningi połączone ze zwiedzaniem. Już na spokojnie odpoczywamy na basenie oraz zaliczamy kolejny raz – Glandon, Galibier, Bourg d’Oisons i Alpe d’Huez. Dagmarko i Grzesiu – dzięki za wspólny pobyt i mile spędzony czas.

Bałtyk – Bieszczady –

w sierpniu jadę na B-B. Dystans ten miałem pokonać już w roku 2008, ale złamała mnie borelioza (ta od kleszcza), potem w 2009 – sponsor wycofał się i odwołał Imagis – aż wreszcie udało się. Startuję w drugiej 15-ce i pierwszym celem było dogonić grupę pierwszą. Udało się już po dwóch godzinach. Tempo zabójcze dla kilku osób, które z powodu skurczy mięśni zostają za nami. Tworzy się grupa około dziesięcioosobowa, z którą będę związany aż do mety. Na trasie Andrzej kończy 55 lat i na PK rodzinka życzy mu sukcesu na mecie, my również. Jeden z kolegów ma rocznicę ślubu i też mu życzę sukcesu na mecie. Jedziemy non stop, tylko na PK i DPK trochę odpoczywamy i posilamy przed dalszą trasą. Wschód słońca w rejonie Sochaczewa i Zakroczymia był dla mnie całkowicie nowym przeżyciem – z pozycji zmęczonego rowerzysty. Niestety pogoda była za ładna- słońce, temp. powyżej 30° i przeciwny wiatr dały nam się solidnie w kość. Na trasie mam jednego kapcia, kolega Zyga również. Wszyscy solidarnie pomagają i dalej jedziemy razem. W niedzielę przez cały dzień mam wrażenie, że jestem na wycieczce, a nie na wyścigu. Odnoszę wrażenie, że jutro będę tą trasą jechał jeden z maratonów. Zapisując się na B-B zakładałem czas poniżej 40h i to było moim celem w tym roku, Nie udało się, ale za rok …

Dzięki koledzy za wspólną jazdę, za spędzone razem godziny – szczególnie Tobie Boguś dziękuję za uśmiech i optymizm.

I znów PP

po prawie miesięcznym odpoczynku wracam znów do naszych kochanych supermaratonów. Przez B-B tracę jeden z moich ulubionych maratonów – w Kołobrzegu. Karpacz i Świnoujście kończą nasz cykl, z którego jestem bardzo zadowolony. Być może, wcześniejsza kontuzja zmobilizowała mnie do lepszego przygotowania się do sezonu i wyzwoliła chęć rywalizacji z najlepszymi, zaś ostatni maraton przekonał mnie, że nie jestem jeszcze skazany na emeryturę.

Podsumowanie –

Ogólnie w roku 2010 w Generalce PP zająłem prawdopodobnie VII-me miejsce, w PP jestem na XI pozycji w Open i I-szy w Open kat. M6. Utrzymałem też przewodnictwo w rankingu Wszechczasów, w rankingu górskim też podobno znajduję się na pierwszym miejscu, mimo że góry nie są moją mocną stroną, ale w tym wypadku decyduje ilość przejechanych maratonów i zdobyte punkty.

Brakuje mi rankingu prowadzonego przez naszego kochanego Pepe, mimo, że Piotr M. stara się jak może, klasyfikacja jest znacznie mniej czytelna i w znacznie ograniczonym zakresie.

W trakcie mojej sześcioletniej ,,kariery” w PP zaliczyłem już 53maratony i przejechałem w nich ponad 14000km.

Plany

w roku 2011 zamierzam znów zdobywać ,,kubeczki, pucharki, medale, dyplomiki, statuetki i jak tam zwał” bo po to jeżdżę!! Bawi mnie rywalizacja z kolegami o wiele lat młodszymi i z tymi starszymi. Mam pełen szacunek dla wszystkich, którzy się bawią w Puchar Polski w Maratonach Szosowych i wybaczcie mi, że znów będę chciał stać na ,,pudle”. Frajdą są piątkowe powitania i pierwsze rozmowy, pomaratonowe spotkania z Przyjaciółmi wieczorkiem po maratonie, czy też rano przed dekoracją. Tak, czekam znów na kwiecień i rozpoczęcie tego następnego zwariowanego okresu od … do… i znów ileś tam km w jakimś tam terenie ze swoimi znajomymi, rywalami na trasie, Przyjaciółmi po.

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Klan.

Facebook