Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Bracia Wright – pionierzy lotnictwa i nie tylko…
25 października 2008
Błotny sport
27 października 2008

Zwycięstwo Vittorio Adorniego na mistrzostwach świata w 1968 roku na trasie wokół Imoli należy uznać za największy wyczyn w historii powojennych mistrzostw. Nie dość, że uciekał przez ponad 200 km, to następnego na mecie wyprzedził aż o 9,50 min. Rzecz raczej nie spotykana w kolarstwie nowożytnym.

Na starcie do wyścigu to jednak nie on, ale jego rywal Gimondi był uważany za faworyta. Dwa tygodnie wcześniej na tej samej trasie rozegrano mistrzostwa Włoch, które Gimondi po samotnej ucieczce wygrał z przewagą 5,10 min. Adorni był 8-y ze stratą ponad 10 minut. Ale już na tydzień przed mistrzostwami zorganizowano kolejny wyścig na tej trasie. I w nim wygrał już Adorni, finiszując w końcówce przed Gimondim. Przeciwnikami nr 1 byli młody Merckx, ostatni zwycięzca Giro i wiekowy, ale jeszcze szybki Van Looy. To właśnie przebieg ostatniego Giro był kluczem do sukcesu Adorniego. Vittorio w tym roku ścigał się w tej samej drużynie co Merckx, czyli reklamował włoskie ekspresy do kawy „Faema”.

– Eddy nie był jeszcze kolarzem w pełni dojrzałym – wspominał potem Włoch – Potem mi się zwierzył, że bez moich rad nie zostałby nigdy asem kolarstwa. W tym roku prowadziłem go przez wszystkie wyścigi.

Prawda jest taka, że Adorni bardzo pomógł Belgowi w wygraniu Giro i z tego tytułu Merckx miał wobec niego pewne zobowiązania.

Trasa wyścigu przebiegała przez wzniesienie Monte Frassineto o średnim nachyleniu 6-8 %.Runda liczyła ponad 15 km i trzeba było ją przejechać 18 razy. Wystartowało 84 kolarzy z 12 krajów. Po kilku nieskutecznych akcjach na początku wyścigu, w których pokazali się Pingeon, Gimondi oraz Van Looy, na 61 km zaatakował Włoch Lino Carletto. Jedno okrążenie dalej został on doścignięty przez siódemkę kolarzy. Oprócz raczej słabych zawodników jak Belg Stevens, Anglik Lewis, Hiszpan Castello oraz Szwajcar Spuhler znaleźli się tam Adorni, Van Looy, oraz debiutujący Portugalczyk Agostinho, który wkrótce stał się znaczącą i wyrazistą postacią zawodowego peletonu.

Po 5-tym okrążeniu ta grupka miała przewagę 4,30 min. nad peletonem. Z czasem odpadli z czołówki Castello, Spuhler, Lewis i Stevens. Została czwórka: Adorni, „Cesarz”, Agostinho i Carletto. Po 6-tym okrążeniu przewaga wynosiła już 7,52 min. W peletonie Gimondi i Merckx nie spuszczali siebie z oczu. Na 8-ym okrążeniu na chwilę do przodu wyrwali Bracke, Delisle, ale obecność dwu Włochów Bitossiego oraz Colombo nie wróżyła tej akcji powodzenia. Przewaga czołówki zaczęła maleć. Na 12 okrążeniu czwórka wyprzedzała goniących o 4,15 min. i peleton o 6,30 min. Na 13 okrążeniu, na podejściu pod Frassineto Adorni, widząc, że siła ucieczki wygasa, zdecydował się na pokerową zagrywkę. Postanowił dalej jechać sam, a do mety było jeszcze 85 km. Jego współtowarzysze ucieczki byli kompletnie zaskoczeni tym atakiem. Stracili natychmiast dystans do Vittorio.

Dwa okrążenia dalej zostali doścignięci. Z peletonu zostały tylko resztki, ale byli to sami mistrzowie. Przewagę mieli jednak Włosi, którzy skutecznie hamowali tempo pogoni. Zresztą Merckx też nie był skory do pogoni. Najpierw, bo Van Looy jechał z przodu, więc mu nie wypadało, potem bo czuł się dłużny Adorniemu. W ten sposób stała się rzecz niespotykana. Przewaga umęczonego samotną jazdą i długą ucieczką Włocha zamiast malec, rosła. Po 17 okrążeniu była większa niż 10 minut. Dopiero na ostatnim okrążeniu zerwał się Van Springel, ale on walczył tylko o drugie miejsce. 31-letni Adorni minął bezpiecznie linię mety. Po długim czasie pojawił się Belg, a ze stratą 10,18 min grupka, która przyprowadzili Włosi Dancelli, przed Bitossim, Taccone i Gimondim. To też było niespotykane: 5 Włochów w pierwsze 6-tce. A jakie nazwiska były za nimi: Poulidor, Merckx, Aimar, Anquetil, Altig, Motta, Van Looy. By dołożyć im w tak prestiżowym wyścigu ponad 10 minut naprawdę trzeba być prawdziwym, a nie malowanym mistrzem. Tylko 19 kolarzy ukończyło ten wyścig. Na mecie Adorni powiedział: – Największym szaleństwem życia odpowiedziałem tym wszystkim, którzy chcieli mnie już wysłać na kolarską emeryturę.

Na tę emeryturę Adorni odszedł w 1971 roku po bogatej karierze, w której wygrał Giro, Tour de Suisse oraz mistrzostwa kraju. Najpierw był dyrektorem sportowym drużyny „Salvarini” prowadząc swoich znanych kolegów jak Gimondi, Zilioli,Basso i Motta. Stał się działaczem kolarskim. Został szefem kolarskich związków zawodowych, członkiem najwyższych władz UCI, członkiem krajowego komitetu olimpijskiego. Włosi docenili jego wielkość, powierzając mu ogień olimpijski na ostatnich metrach zimowej Olimpiady w Turynie. Vittorio potrafił zadbać o swoje interesy. Już będą kolarzem miał własną firmę ubezpieczeniową i często występował w telewizji. Na bieżąco komentował przebieg etapów Giro. A, że był elokwentny, uprzejmy i grzeczny, to zaczęto go zapraszać także do programów rozrywkowych. W 2008 roku Adorni zakładał na mistrzostwach świata koszulki swoim następcom.

Piotr Ejsmont

Źródło: kolarstwo.org.pl.

Facebook