Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Rower górski czy góralski?
26 lipca 2008
Garść wrażeń po IV ŁMR
28 lipca 2008

Przejechał 2800 km w 48 dni

Gerd Miller to człowiek, który 9 lat temu miał wylew, w wyniku czego doznał prawostronnego paraliżu ciała. 27 kwietnia br. wybrał się na wycieczkę rowerem z Saksenhausen, aż w nasze strony, w Trzebnicy odwiedził swoich znajomych. Obecnie przebywa u przyjaciół w Sułowie.

Gerd jechał 48 dni, ale jego cała podróż trwała prawie dwa miesiące. Po drodze zwiedzał miejsca w których się zatrzymywał, poznawał nowych ludzi i mile spędzał czas. Jego droga wyniosła razem 2800 km.

– Przed dziewięcioma laty miałem wylew, całą prawą stronę miałem sparaliżowaną. Jestem po operacjach. Teraz jest już zdecydowanie lepiej, mogę poruszyć ręką, nogą. Jak już doszedłem do siebie pomyślałem o tym, żeby kupić sobie rower, którym mógłbym jeździć na zakupy– opowiada Gerd i dodaje: – Na początku mi to wystarczało, ale z czasem stwierdziłem, że to za mało i postanowiłem sprawić sobie większy rower, którym mógłbym się wybrać na przejażdżkę. W pewnym momencie kupiłem rower na trzech kołach i zdecydowałem się na wyjazd do Polski. Postanowiłem zrobić wszystkim niespodziankę i pokazać, że dojadę. Usiadłem nad atlasem i zacząłem zapisywać sobie trasę, którą przejadę, aby dojechać do Polski. Całą trasę dokładnie planowałem, zapisywałem miejscowości przez, które chcę przejechać.

– Przez okrągły rok trenowałem i przygotowywałem się do takiego wyjazdu. Może łatwiej było mi się przygotować, bo kiedyś grałem w piłkę nożną oraz trenowałem – opowiada G. Miller i dodaje: – Jeździłem po 30 km dziennie, a czasam więcej.

Gerd swój wymarzony rower kupił dwa miesiące przed wyjazdem, czyli pod koniec lutego. Koszt takiego roweru to ok. 16 tys. złotych. Swoją podróż rozpoczął 27 kwietnia 2008 roku.

– Czekałem ponad godzinę na wschód słońca. Było to dla mnie bardzo ważne. Po pierwszych 30 km pokonałem pierwsze wzgórze z czego byłem bardzo dumny. Później jechałem przez Alpy. Najczęściej spałem w noclegowniach i na kempingach. Jechałem wzdłuż rzeki Donau, specjalnie wyznaczoną drogą rowerową. – opowiada Gerd i dodaje: – W niektórych miejscach zostawałem na dłużej, poznawałem nowych ludzi. Z Saksenhaussen pojechałem do Stuttgartu i następnie kolejnych miejscowości po drodze. Podziwiałem zabytki, widoki i robiłem zdjęcia.

Kolejnym punktem mojej podróży były Węgry – byłem w Budapeszcie.

Przejeżdżałem ruchliwymi drogami, gdzie jeździły samochody ciężarowe, tiry. Było bardzo trudno mi się poruszać. Ludzie za granicą niemiecko-węgierską jak mnie zobaczyli byli zaskoczeni, zaprosili do siebie i mogłem z nimi wspólnie bardzo mile spędzić czas. Wiele ludzi było otwartych na mnie przyjaźnie, byli bardzo mili. Z niektórymi nawiązałem bardzo dobry kontakt.

Kolejnym punktem wędrówki Gerda była Austria, a dokładniej Wiedeń, gdzie zatrzymał się w miejscu, w którym mieszkała księżniczka Sisi.

Źródło: Nowa Gazeta Trzebnicka.

Facebook