Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Śrem
21.04

Rewal
5.05

Stargard
12.05

Nowogard
23.06

Świdwin
7.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Kto pobije rekord?
21 czerwca 2007
Podgórzyn wyniki
25 czerwca 2007

Grzegorz Grabiec

Do Gryfic pojechałem z Markiem z Obornik (Szerszenie) z zamiarem pokonania własnych słabości i pokonania pierwszy raz w tym roku 300km na rowerze.

Rejestracja sprawnie, Adam Jamroz się uwija aby wszystko było na tip top. Sprawdzamy rano pogodę na ICM , od 8 do 9 leje potem do 15 siąpi potem Słońce. Deszcz to tutejsza tradycja. Prognoza się sprawdza w 100%.

Ponieważ założenie było by pokonać 300 km ustawiłem się w grupie jadącej żwawo, ale nie najmocniej na ten systans. Klan, Musaszi, Asia Liczner, Gosia Rajczyba. To gwarancja rozsądku i stałości w jeździe. Za nami kilka mocniejszych grup, pewnie nas dogonią, ale jazda z nimi nie jest rozsądna.

Ale plany planami, a życie życiem. Na 25 km po starcie łapie gumę. Wymieniam na zapas który wizę ze sobą, a w międzyczasie mijają mnie kolejne grupy. Za którąś tam jedzie samochód techniczny (oni się nigdy chyba nie nauczą) który próbuje mi pomóc. Po krótkiej wymianie zdań, że to nie zgodne z regulaminem, co nie bardzo przemawiało do kierowcy, (czyżby kolarz?), i stwierdzeniu, że mi przeszkadza po prostu zostałem sam i szybko ukończyłem naprawę.

Kilometr dalej stwierdzam, że coś ciśnienie nie bardzo i dopompowuję. Mija mnie żwawo jadąca grupa z Karolem Kumanem7 w środku i jedziemy dalej, aż … znowu guma.

Okazało się, że zapas był za długo na zapasie i guma się rozlazła. Wyciągam łatki.

Jak jestem gotowy akurat przejeżdża najszybsza grupa na 150 km Sienkiewicz i S-ka. Siadam na koło. Tempo 40-45 km/h Daję rade.

Wiozę się tak, aż do Trzebiatowa gdzie skręcamy pod wiatr na kierunek Gryfice. Są górki, tempo wzrasta. Przychodzi moja kolej na zmianę. Daję jakieś 50 km/h pod wiatr pod górkę. Oglądam się czy ktoś poprawi, nie ma nikogo.

Mijamy jakąś grupę, robi się przerwa pomiędzy czołówką inami i … już po jeździe wspólnej, nasza grupa się i rozdziela na dwie. W Gryficach postanawiam uzupełnić braki w zapasowych gumach, naprawić odkręcającą się owijkę. Dalej jadę sam. Przede mną wyjeżdża Musaszi. – Poczekamy na Ciebie, będziemy jechać wolno – mówi.

No to ruszam żwawo. A ich nie widać. Raz pod wiatr raz z wiatrem, czasem 45 km/h i droga mija szybko kilka razy wyprzedzam parę osób ale do półmetka jadę sam. Czyżby Musaszi jechał jeszcze szybciej? Niesamowite.

Na półmetku staję i się zastanawiam czy jechać dalej. Rozmawiam, pogaduszki są fajne. A plecy i pośladki bolą. Nagle wjeżdża Musaszi – pomyliliśmy drogę – no to jasne czemu ich nie mogłem dogonić. :-)

Kolejni wyjeżdżają, a ja stoję. Podejmuję decyzję o jeździe nagle i ruszam dalej, by jak najszybciej dojechać do mety. Mijam po chwili grupęe z Musaszim, jadę szybciej więc nie zwalniam. Dalej trasa się dłuży , jadę samotnie więc nie jest tak szybko jak poprzednio. Znów w Gryficach. A tu Krzysiek Kamocki wyjeżdża właśnie. – Poczekamy – mówi. Tak, już to dziś słyszałem ;-)

Nagle wjeżdża Musaszi – Gregory – jedziemy 100-500m za Tobą poczekałbyś to byś się sam nie męczył  :-) – oznajmia mi na powitanie, ale ja nie słyszę bo już wyjeżdżam – gonię Krzyśka.

Zmęczenie duże i nie ma tej siły co na początku więc widzę ich przed sobą, ale nie mogę dogonić. i tak jadę “na gumie” do PK gdzie wreszcie ich doganiam. Jedziemy razem. Jestem zmęczony nie jestem wstanie dać zmiany. NA 5 km przed metą Krzysiek robi sprint i końcówke pokonuję sam. Mój czas 10:31 minut i 3 miejsce w M3

Czy pokonałem własne słabości?

Facebook