Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
WYŚCIG WOJNY
2 sierpnia 2008
JUŻ W SOBOTĘ: KLASYK KŁODZKI 2008
4 sierpnia 2008

Tysiące rowerów i innych pojazdów napędzanych ludzkimi mięśniami walczy w chrzęście łańcuchów, w gwizdach gwizdków i trąbach trąb, żeby miasto nie było wyłącznie republiką aut, cesarstwem spalin, królestwem koni mechanicznych…

Warszawska Masa Krytyczna jest największą cykliczną i cyklistyczną środkowoeuropejską manifestacją uliczną. Jeździ już ponad 10 lat, co miesiąc wyrusza w paraliżujący zasamochodzone miasto przejazd. Strzeżcie się, Wy, którzy bywacie bardziej swoim autem niż człowiekiem – w każdy ostatni piątek miesiąca, godzina 18. Tysiące rowerów i innych pojazdów napędzanych ludzkimi mięśniami walczy w chrzęście łańcuchów i ciszy szprych, w gwizdach gwizdków i trąbach trąb, żeby miasto się postarało, żeby po mieście dało się jeździć, żeby miasto nie było wyłącznie republiką aut, cesarstwem spalin, królestwem koni mechanicznych, dyktaturą szybszych (teoretycznie, teoretycznie tylko). Żeby miasto nawet nie tyle pokochało czy polubiło rowery i rowerzystki oraz rowerzystów, ile choćby nie robiło im wbrew. Słowem, myślą i uczynkiem.

Po młodzieńczej, a potem powtórzonej lekturze książki Ortegi y Gasseta „Bunt mas” nie sądziłem, że będę w życiu ciepło myślał o masie. Ale się myliłem. Drugie słowo też jest ważne – krytyczna. Słowo „krytyczny” jest mi szczególnie bliskie. Krytycznie o masie? Czemu nie? To czysty Ortega. Masowo o krytyce, gorzej… Masa krytyki… męczy. Ale oksymoroniczna Masa Krytyczna nie jest na szczęście czystym projektem intelektualnym. Jest zamysłem anarchistycznym, czyli politycznym, jest projektem konserwatywnym, bo trwa i trwa już, jest projektem zdrowotnym, bo każe się ruszyć, jest projektem wymagającym, bo nie zważa na okoliczności przyrody, jest projektem ponadpartyjnym, ale pełnym tolerancji. Jest pokazem mody, siły, umiejętności albo tylko dobrych chęci, tworzy barwną, ruchomą barykadę – zmusza do myślenia, choć może raczej, patrząc po efektach – chciałaby zmuszać.

Kolejni kandydaci na prezydenta miasta (no, może nie wszyscy, niektórzy wolą quady z bratem) w świetle fleszy są gotowi nawet na przejażdżkę. Masa ich przytula, ale nie liczy na zbyt wiele. Masa się trochę sama pilnuje, trochę jej pomagają policjanci z drogówki, zdarzy się, że pozdrowi TIR-owiec, rzadziej (czytaj: nigdy) warszawski taksówkarz czy kierowca autobusu. Masa wciąga, Masa wyzwala – paraliżując. Masa jest partyzantką pokojową, jest permanentnym kryterium ulicznym, jest zabawą i potęgą. Na Masę nie ma silnych. Masa zmienia Warszawę, Masa jest wielopokoleniowa i tak będzie coraz bardziej.

Masa nie chce niemożliwego, chce „Warszawy, miasta przyjaznego rowerzystom, w którym można swobodnie i bezpiecznie poruszać się na rowerze oraz go bezpiecznie parkować”. Masa nie odpuści: „Będziemy jeździć, dopóki codzienna jazda rowerem po Warszawie nie będzie tak przyjemna i bezpieczna jak udział w naszej imprezie”.

Maso Krytyczna, Kocham Panią!

Roman Kurkiewicz

Źródło: Przekrój.

Zobacz również zdjęcia z lipcowej Masy Krytycznej we Wrocławiu oraz relację z warszawskiej wojny rowerowo-samochodowej.

Facebook