Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Polsko trudna trasa
1 lipca 2008
Pętla Karkonosko Izerska za kilka dni
3 lipca 2008

Maraton Istebna – 2008 – piątkowy przyjazd do Istebnej w mocnej wrocławskiej grupie.

Jest Gosia – nasza mistrzyni razem z Grzesiem, przyjechał Rolad, Darek, Irenka mistrzyni z Choszczna i ja, a w drugim samochodzie Jacek i Manuel, zabrany grzecznościowo z Wrocławia. Istebna wita nas ładną pogodą, a prognoza na jutro też ładna. Wspólny start – dla mnie całkowita nowość okazał się udany, a tak jak podawał Org wszyscy rozciągnęli się pod Ochodzitą. Premia górska mnie – oraz wielu innych uczestników nie interesowała, za długi dystans miałem przed sobą, aby szarpać się na stare lata na jakąś ,,nędzną chopkę”.

Skoczyli oczywiście miejscowi młodzieńcy, aby pokazać się swoim ,,dziouchom”. Ci co odskoczyli nie czekali za górką na innych tylko pogrzali dalej i tyle ich było widać. Jadę w grupie trzeciej lub czwartej z Kaliną, Adamem , Andrzejem J. sympatycznymi chłopakami z Interkolu z Ostrowa i kilkoma nieznanymi mi kolarzami, dogania nas jeszcze Rolad, my doganiamy innych i grupa liczy około 20-tu osób.

Rozjeżdżamy się w Węgierskiej Górce, my na Mega, inni na Mini. Naturalna selekcja zaczęła się na przeł. U Poloka , Kocierskiej i Targanicy. Na sławetnym zjeździe naliczyłem 9-ciu szczęśliwców z dętkami w rękach, wśród nich Kalina i Rolad. Przejechałem szczęśliwie, ale spokojnie i razem z nr 177 – Sebastianem ze Świnoujścia gonimy oddalającą się grupę, ale … … coraz wolniej i na zachodnim brzegu jez. Żywieckiego jedziemy już razem grzecznie współpracując. Na punkcie przed Szczyrkiem jest nas czterech, ale po kilku zmianach dwóch odjeżdża – mają inne tempo.

Napełniam bidon, drugi zgubiłem wcześniej, jem arbuza i dalej już całkiem spokojnie na Salmopol, Malinkę, Kubalonkę i Koniaków z ukochaną Ochodzitą. Naprawdę polubiłem ją już za drugim razem i wiedziałem, że zostaje mi ją pokonać jeszcze tylko jeden ostatni raz, może nawet z ,,buta”. Na Mega zostaje Sławek a dołącza Jacek i tak jest nas trzech, a po kilkunastu minutach czterech. Jacek -64, Adam – 20, Wojtek – 87 i ja 28-Klan.

Przez całą dolinę Radziechowy – Godziszka – Szczyrk jedziemy razem, ale zmiany dajemy tylko z Jackiem. Użyłem swojego ,,autorytetu” i koledzy lekko włączyli się do współpracy. Na postoju na bufecie widzę siedzących na krawężniku zajechanych zawodników. Źle obliczyli swoje siły, ale młodzi szybko zregenerują swoje siły i pojadą dalej. My pijemy, jemy i w drogę. Zostaje Adam, dochodzi drugi Krzysztof – nr 19 z Warszawy i we trzech zaczynamy znane nam z trasy Mega podjazdy. Wojtek – 87 ,,nagle” dostał sił i odjechał.

Nie cierpię takich zachowań. (Na mecie dowiaduję się, że wcześniej na Mega korzystał z pomocy żony jadącej zielonym maluchem). Ogłaszam amnestię, każdy pod górkę jedzie już swoje i ma prawo jechać do mety. O dziwo protestuje Jacek i ogłasza, że mnie nie opuści, tak jak ja jego w Gryficach. Jednak wspólna jazda na innych maratonach i wzajemna pomoc teraz procentuje. Dzięki Jacku.

Jacek i Krzysiek pod górkę odjeżdżają, ja na zjazdach ich dochodzę, znów razem i tak do mety. Różnica między nami po 2min. miejsca 14-16 a więc wysokie. Jestem bardzo zadowolony, że znów niejaki Adagio jest tuż przy mnie, w zasięgu są jeszcze Grześ, Remik, Krzyś z Łodzi, i Sławek. Czemu nie jechaliśmy razem? Jak w 2007 roku? Mam przekonanie, że ten maraton był dla mnie maratonem nr 1 z tych co przejechałem. Podobno maraton w tą sobotę i niedzielę będzie jeszcze trudniejszy – ano zobaczymy!


Zakończenie od godz. 21-szej przebiegło sprawnie, fakt że zabrakło okolicznościowych medali na mecie i kilku dyplomów przy dekoracji, ale znając Orgów z Istebnej te małe niedoróbki zostaną szybko uzupełnione.
Tradycyjnie pozdrawiam i do następnego spotkania w gronie zakręconych


Krzysztof – Klan

Facebook