Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Tour de Pologne nocą nie śpi
21 września 2008
Tour de Rain
22 września 2008

Właśnie wróciłem do domku i podzielę się wrażeniami z maratonu w Swinoujściu.

Jako że mieszkam blisko /77km/ do Swinoujścia wybrałem się w sobotę rano. Wyjechałem z Gryfic ok.6 i oczywiście od razu spojrzenie na temperature..8 stopni brrr ale im bliżej celu tym cieplej i na miejscu już było 12 stopni więc już patrzyłem bardziej optymistycznie a że jeszcze nie jestem do końca zdrowy / przeziębienie / więc byłem pełen obaw.

Na miejscu spotykam kolegów którzy jak ja przyjechali rano. Wpierw rejestracja i póżniej szykowanie rowerku i ubieranie. Z daleka widzę grupkę rowerzystów jadących z promu na start. To nasze koleżanki które jadą w pierwszych grupach. Ale już następna grupka to koledzy którzy startują w następnej kolejności . Od razu czuje zapach maści rozgrzewających.

Startuje o 8.25 w grupie miedzy innymi z Romanem Krupą, Markiem Płuciennikiem , Andrzejem Jaroszonkiem . Od samego początku tępo jak dla mnie spore ale jedziemy większą grupką po zmianach i jest dobrze. Myślę już o podjazdach od samych Miedzyzdrojów , ale co tam. Na podjazdach troszkę zostaje ale na zjazdach staram się dochodzić i sie udaje.

Marek Płóciennik nie szarpie.. inni też ale dwójka z naszej grupy odjeżdża i chwilkę póżniej goni ich Roman i widzę że dojeżdża i już jest ich trójka a my jedziemy bardziej spokojnie. Kończą się podjazdy z których nigdy nie byłem zadowolony / moja waga / i myślę sobie że będzie troszkę spokoju.. wyciągam żelka wciągam go całego popijam napojem i…to mi ratuje skórę….Mija nas ” pociąg” – sami mocarze Tomek Widuchowski , Andrzej Głowacki, Jacek Łyczkowski . i inni .

Widzę że Marek Płóciennik siada na kole więc nie zastanawiam się i ja. No ale jazda nawet na kole za tą elitą maratonu to nie dla mnie na dłuższą metę. Patrzę na licznik 40km/godz…45km/godz…. można wytrzymać schodzi ze zmiany Andrzej-chwilka rozmowy on uśmiechnięty nie poznaje po nim zmęczenia a ja???? Jeszcze tylko przywitanie z Jackiem.. i jak ktoś nie szarpnie grupą.. patrzę na licznik 50-52 km/godz. Jeszcze chwila i brakuje mi powietrza – kaszle / odzywa się niewyleczone przeziębienie/ i odpuszczam.. wystarczy.. po chwili widzę że zostaje też Marek i do Wolina jedziemy razem.

Na punkcie jest wszystko i woda i bułka i banan i nawet gorąca herbata. Jemy bułkę i pijemy herbate i po chwili ruszamy jeszcze z jednym kolegą z naszej grupy. Widzimy też dwójkę dochodzącą do nas więc Marek mówi żeby poczekać i pojedziemy razem. Teraz jedziemy już w pięciu po zmianach i jedzie się dobrze. Po drodze dochodzimy numer 40 i 41 teraz mogę napisać – to rodzina Grzymisławskich – Hieronim i Kasia na rowerach innych. Wcześniej z Markiem dojechaliśmy już raz do nich ale oni nie mieli potrzeby zatrzymywania się na punkcie żywieniowym w Wolinie i pojechali dalej . Zwróciłem uwagę na Kasię.. jechała bardzo szybko i to na twardym przełożeniu.

Jeszcze przed Świnoujściem dojechaliśmy do Irenki Kosińskiej i Beatki z Włocławka -Marek krzyknął by „ siadały na koło „ i chyba tak zrobiły. Nie oglądałem się już tylko do przodu. I wreszcie meta…uff!! krzyczę że koniec . Marek też kończy. Czasy – dla mnie super.. 2,05,33 . jeszcze nigdy tak nie pojechałem.

Moja najszybsza jazda. Jestem trzeci raz na maratonie w Świnoujściu i zawsze mi się tu dobrze jedzie. Ze wszystkich maratonów – Świnoujście ma najlepszy stan techniczny trasy…miodzio.. aż chce się jechać. I po takich zachwytach jak tu nie przyjechać w przyszłym roku do Świnoujścia. Jak zdrowie dopisze na pewno będę.

A Ty Piotrek żałuj że Cię tu nie było.

Marek Gryfice

Facebook