Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Śrem
21.04

Rewal
5.05

Stargard
12.05

Nowogard
23.06

Świdwin
7.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Karpacz
25.08

Choszczno
1.09
MÓJ PIERWSZY KK
12 sierpnia 2008
GITARA NA ROWERZE
13 sierpnia 2008

Czyli w tym roku się udało!

W garażu wsród sterty rowerów , małego worka medali z rozmaitych imprez sportowych wisi duza kartka z napisem „MARZENIA DO SPEŁNIENIA”. Jest to trasa Klasyka Kłodzkiego z rozrysowanymi przełęczami. I tak se wisiała od trzech lat.

Dwa lata temu się rozbiłemjuż w Dusznikach. W zeszłym roku dośc ciężki wypadek tydzień przed. W tym roku zapalenie ucha i okostnej ,tydzień na antybiotykach i zaliczony klasyk na Full. Nie mogło byc inaczej, 13 odczyniła uroki.

Założenia miałem piękne , czyli najgłupsze z możliwych. „Przejechac megatrasę lajtowo’ No nic głupszego. Ruszyłem spokojnie, nie patrząc jak gonią inni ,ostrożniena zjazdach ,ale na Spalonej zaczynam umierac ,i ta natrętna myśl – gdzie ty się stary ośle pchasz. Przetrwałem , warto było .Potem już tylko lepiej ,dużo jem i piję ,nie żyłowane podjazdy mijają pięknie.

Puchaczówka – bez wrażenia , zjazd do Kłodzka- poezja( luzne kawałki asfaltu latające kazdy sobie mają swój urok) Na rozjeżdzie nie było wahania ,tylko chwila dumy – nie doszli mnie zdrowi kumple- a obiecali gonic. Srebrna oczywiście pobrałe swój haracz i dalej już cienko.I tu wspaniała sprawa – kumple. Bez nich nie miała by sensu żadna impreza. Od początku Benio Gubała i Krzysio Gonzol . Benio po 150 km zaniemógł,ale Krzys i Waldek Kwiecień byli tymi z którymi jechałem do końca.

Po ostatnim bufecie jeszcze żyłem , Lisia muliła mnie bardzo ,najgorsze były dla mnie pozornie łatwe kilometry z Kudowy do wjazdu na Zieleniec . Dłużyło się cholernie ,cały czas młynek ,a droga nie ma końca. Paradoksalne ,ale odżyłen na podjeżdzie pod Zieleniec – wiedziałem co mnie czeka. Na najcięższym podjeżdzie halt , wciągnąłem żelka , poprawiłem bananen, odzyskałem wzrok i cały w skowronkach pognałem do mety . to znaczy , chciałem pognac ,ale chyba to tak nie wyglądało. Na mecie – Musio i Kaśka któej gdybym miał choc trochę sił z radością i dziką satysfakcją ukręciłbym łeb.

Na imprezę po zawodach nie miałem sił, potulnie do samochodu, kąpiel i spac.

Marzenia się spełniają ,trzeba tylko miec cochones na swoim miejscu.

Wielkie dzięki dla orgów – oznakowanie perfekt, jedzonko cacy i niepowtarzalna atmosfera. To ,że będę przyjeżdżał ,wiadomo. Z Włocka było 8 osób. Obiecuję więcej, bo im się też podobało -nawet Tomkowi.

Kasiu czekam na więcej. malkontentami się nie przejmuj.

Piotr Rebe Zielinski najsławniejsza „13” KK

Facebook