Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Żądło Szerszenia – wiatr i zmęczenie
22 września 2007
Choszczno – Mistrostwa Polski – Walka z samym sobą!
29 września 2007

Adam 57 Filipek

Radochę miałem od grudnia gdy ogłoszono, że w Trzebnicy, tak bliziutko, będzie w tym roku impreza Pucharu Polski. Ustalono odpowiedni dystans. Jednak zamiast w marcu, odbyła się we wrześniu. Trasa blisko domu, ale znałem jej tylko kilkanaście kilometrów za Miliczem (ta długawa hopeczka). Milicz był najdalszym punktem na zachód gdzie dotarłem z domu rowerem, włócząc się rowerem po kraju w czasach przed maratońskich. Zawsze ciągnęło mnie w Kocie Góry.


Na długiej liście startowej wiele sław, cała czołówka obecnego sezonu. Zabrakło jednak kilku klasowych zawodniczek, zabrakło kilku mocnych imagisowców. Wielu zadeklarowało chęć zmierzenia się z maksymalnym dystansem. Grupy startowe ułożone pod kątem kategorii wiekowych i najmocniejsi razem.

Od razu wiadomo było, że uczestniczymy w czymś wyjątkowym. Wesoło-podniosły-turystyczny klimacik tworzyło święte miejsce odprawy piątkowej, doskonały humor Zenka, i słowa szacownych Gości. Przybliżali Oni historię trzebnickiego Sanktuarium oraz samego Miasta Cudów (w sobotę chirurdzy przyszyli chłopakowi rękę) . Pamiątkowe koszulki kolarskie w pakiecie startowym, piękny numer startowy i jabłuszka i gruszeczki. Wszystko to nastrajało bardzo optymistycznie – oprócz prognoz pogody.

W sobotę rano jednak było znośnie. Obserwowałem nawet ciepłokrwistych, którzy świecili nagimi kończynami. Deszcz tylko groził a wiatr dopiero się rozkręcał. Wszystko rano tak szybko się odbyło – ledwo otworzyłem oczy już pędziłem na rancie w doborowym towarzystwie kierując się na północ. Zaraz gdy minęliśmy ostatnie zabudowania natura przepuściła na nas szturm. Wiatr w porywach grubo powyżej 40km/h, pojedyncze krople deszczu, latające liście, gałązki, żołędzie, kasztany, niezwykle pobudzone psy. Czekaliśmy tylko na watahę dzików pod dowództwem jelenia, co by nas do rowów zagoniły. Ale kto by się tym przejmował – tempo grupy zupełnie normalne. Nici z planów Musasziego by robić wycieczkę. Wiatr burzył nam krew i myśli.

Ale większość się opamiętała! Zwarty szyk Szerszeni dogoniliśmy tylko w czwórkę – Janek, Remik, Krzysztof (54) i ja. Przepraszamy ale zaraz, za przeproszeniem wypięliśmy się na nich. Cóż widać spodobało im się to, bo nie dało ich się urwać – próbowaliśmy z Remikiem. Na 80 kilometrze mocną zmianę dał Mirosław (70) do był znak, że zabawa się skończyła bo dogonili nas przyszli zwycięzcy i ich zacni giermkowie. Tomek pochwalił naszą akcję (3km niwelowali przez 80km). Zmiany dawali jeszcze Waldemar, Andrzeje, Tomek, Grzegorz i znów Waldi, no i…

To był bardzo ważny moment. Akurat był niezwykle mulący podjeździk, takie byle co a… supergrupa pękła, poszła w trzy (?) części. Znak „STOP” nie pomógł. Znalazłem się w drugiej grupce. Janka zastąpił Mirek z Kęt, Remik, Krzysiek, ja i Stefan. Wydawało mi się, że Grzegorz nie załapał się do czołówki, ale że Janek też nie? I nie jadą z nami?!? Patrzcie – nie zregenerowali się przez dwa tygodnie po swych imprezach sezonu (Paryż-Brest-Paryż, Imagis).

Mirek sam próbował jeszcze odskoczyć ale wiatr Go ładnie stopował. Mieliśmy do oglądania równą walkę człowieka z żywiołem. Na pierwszej rundzie samotny jeździec przegrał… Wjechaliśmy razem do Trzebnicy. No… Remik musiał zająć się oponą i został.

I razem wyjechaliśmy na drugą rundę. Mirek, Krzysiek, Stefan i ja. Wiało – jakby śmigłowiec nad nami lądował. Tumany kurzu z pól podnosiły się na kilkadziesiąt metrów. Dogoniliśmy zaraz najtwardszego zawodnika tych zawodów – Adama W. Ujechał się już przed półmetkiem ale jak widać na wynikach przejechał całość!!! Najwyższe uznanie…

Potem postraszyło deszczem. Wysychał zanim wsiąknął w ciuchy. Ale gdyby popadał dłużej i solidniej to trzecia pętla stanęłaby pod znakiem zapytania ze względu na pogodę. Adam został. Na trasie został także mój koszyk niosący litrowy bidon. Udało mi się w porę przełożyc zbiornik do kieszonki w koszulce a jej zawartość zawiesić na lemonce (kurteczka w kolrowcu ze sznureczkiem). Za dwa kilometry pusty koszyk sam się oderwał na wertepach. My zatrzymaliśmy się drugi raz tego dnia i pierwszy raz w Miliczu. Ech… gdzie te gorzowskie asfalty, gdzie te choszczeńskie herbatki. Nie ma!!! Jest „Żądło Szerszenia”!!!

Mirek znów próbował samotnie kończyć pętlę ale potaśtało mu się na skrzyżowaniu ze „Stopem” i… pojechał prosto a potem się wrócił. Patrzcie jak można pomylić trasę dobrze oznaczoną!!! Na drugiej pętli i w biały dzień!!!! Jeszcze próbował nas oberwać – znów wiatr zagonił go do naszej grupki. Zgarnęliśmy jeszcze Karola i skończyliśmy drugą pętlę. I zdobyłem Puchar Polski M3.

No to trzeba to uczcić. Jak? Runda honorowa. Wyrzeźbiliśmy ją (trzecią tego dnia) wspólnie ze Stefanem. Moja rodzinka przybyła na trasę by porobić z samochodu filmiki. Nikogo już nie widzieliśmy na trasie. Pięknej trasie. Bardzo przyjemna pętelka. Okolice bardzo ciekawe. Długie proste z wiatrem w plecy, otwarte przestrzenie i sporo lasów, mulące długie podjazdy (17-19km/h na III P), kąśliwe hopeczki, wąziutkie, urokliwe drogi, tak fajniutkie jak te pod Łobzem, zwariowane zjazdy zakończone szalonymi zakrętami 90-120 stopni, asfalt nieistotny przy tych atutach. Czy Trzebnica była miastem mety etapu TdP? Powinna. Na tych 112km jest wszystko.

To najlepszy mój start w PP (13). Maraton ciężki jak Istebna, a wynik jak w Bogdańcu! Ale tu wyprzedziłem trzech cyborgów, których wypoczętych nie dało by rady – nie puściliby koła. O 0,0028628 raza jechałem wolniej od Andrzeja G w stosunku do startu w Choszcznie. Po raz 5 w tym sezonie zmieściłem się w limicie 10% czasu zwycięzcy tradycyjnie tracąc kilkadziesiąt minut do czołowej grupy. Ciekawe co będzie jeśli zmieni się system tworzenia grup? W tym sezonie jestem jak Kubica „The Best of the Rest”.

Wszyscy Sieradzanie są zadowoleni ze swych wyników. Zmyliśmy się wyjątkowo w sobotę bo to wyjątkowa okazja (i Leszno) by wyspać się po orce we własnym wyrku. Ale ja, żałuję że z ludźmi zamieniło się tylko kilka zdań. Na to jest czas w niedzielę.
A zatem pozostaje Kołobrzeg.

Szerszenie ! To było bzzzbbz bzbbzbzbzbzz bbbzzzbzb! Gratulacje! Podziękowania !
A jak tam tereny w kierunku na Wołów? Kiedy znowu…?

Adam 57 Filipek

Facebook