Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Oborniki Wlkp.
14.04

Śrem
28.04

Stargard
12.05

Wolsztyn
19.05

Radków
26.05

Łask
03.06

Rewal
16.06

Nowogard
23.06

Nietążkowo
7.07

Karpacz
14.07

Zieleniec
28.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Rodzinnie w Choszcznie
16 czerwca 2013
Duża Pętla Drawska
18 czerwca 2013

Zeszłoroczny maraton w Choszcznie był drugim, na którym przejechałam dystans mega. Nie było zatem innej opcji aniżeli w tym roku również zaliczyć 152 km.

Podobnie jak do Łasku, tak i tutaj wybraliśmy się na jeden dzień. Pierwszy start członków naszej drużyny był o 9:27 więc po godzinie 8 planowaliśmy dojechać na miejsce. I cóż… Był to błąd, gdyż niemiłe Panie w biurze zawodów nie chciały nam wydać numerów startowych, bo „Biuro było czynne do 8:00″…

Było to dla nas niezrozumiałe, bo jakoś nie wierzę w to że jeśli ktoś ma start np. o 11 to specjalnie po 7 będzie się pojawiał tylko po to aby odebrać numer ;/ Niestety wiele osób tego numeru nie dostało i postanowiło udać się w drogę powrotną do domu. Nam jakoś udało się wydusić nasze numerki i udaliśmy się przygotowywać do startu.

Pierwszy metr startu i … horror w oczach – krawężnik. Jakoś nie mam miłych wspomnień z krawężnikami, ale na szczęście oponki całe :) Jako jedna z trzech zawodników LKK Leszno wystartowałam na trasę mega. Do wyboru było Mini – 96 km, Mega – 152 km oraz Giga – 252 km.

Stan dróg na Mega oceniam na bardzo dobry, momentami były jakieś łatki, ale nie stanowiły one żadnego problemu w jeździe. Obsługa punktów żywieniowych niesamowicie miła :) Ledwo człowiek się zatrzymał, a już miał wpychane banany i Snickersy po kieszonkach. Full serwis niemal jak przy zmianie kół na wyścigach Formuły :) Banany, batony, drożdżówki, woda, kawa, herbata – dosłownie co by się nie chciało.

Osobiście Snickersa poświęciłam rzucając go po drodze chłopcu (na oko może ze 4 lata miał), który dzielnie kibicował. Jego radość – bezcenna :)

Większość trasy przejechałam sama. Dopiero po 2/3 drogi dojechała do mnie reszta naszej drużyny. Niestety po kilkunastu kilometrach kazałam im jechać beze mnie. Za bardzo wzięłam sobie do serca fakt, że za mało jem i od ilości spożytych żeli i batonów energetycznych zaczął mnie boleć brzuch. Z okropnym bólem jakoś dowlokłam się do końca.

Z informacji naszej klubowej 4, która startowała na dystansie Mini – trasa dobra, dobrze oznaczona. Punkty żywieniowe i okoliczne sklepy :) również dobrze wyposażone.

Niestety chyba zaczęła panować nowa moda na pozdrowienia. Wszyscy kojarzą Pana Janka Amboziaka, który wszystkim po drodze życzy szczęśliwej drogi. I jest to bardzo miłe. Przeważnie też inni kolarze wyciągną ręke, krzykną „Cześć”, „Witam” – i to jest normalne. Nie do pomyślenia jednakże jest to, że młodzież jednego z klubów – kategorie K1 i M1, do swojej rywalki krzyczy „Teraz Ci pokażę, zniszczę Cię”. To akurat miłe nie jest, i śmiem stwierdzić nawet że jest to niesportowe zachowanie, gdzie normalnie groziłaby za to dyskwalifikacja.

Tak jak i rok wcześniej, tak tym razem organizatorzy postarali się jeśli chodzi o obiad. Pyszna zupa pomidorowa, ziemniaczki, ogórki, kotlecik. Taki obiadek to jest coś :) Później czekał na nas grill nad pobliskim jeziorem.

Dekoracja przebiegła sprawnie. Każdy dystans otrzymał inny puchar za najlepsze trzy miejsca w danej kategorii. Oprócz tego wszyscy uczestnicy wyścigu dostali ceramiczny medal w kształce kolarza i dyplom ze swoim osiągnięciem.

Mimo tych kilku negatywnych przemyśleń, maraton oceniam bardzo dobrze. Choszczno z pewnością nie raz pozostanie przez nas odwiedzone. Warto przyjechać na ten maraton, poczuć tą atmosferę, popodziwiać widoki. Tych którzy jeszcze tam nie byli zapraszam za rok :)

A i dziękujemy za miły pakiet startowy w formie koszulki i kubka termicznego :)

Sandra Przybylak

Źródło: SzosaRider.blogspot.com – Blog Rowerowy Sandry Przybylak (klik)