Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Oborniki Wlkp.
14.04

Śrem
21.04

Stargard
12.05

Wolsztyn
19.05

Radków
26.05

Łask
03.06

Rewal
16.06

Nowogard
23.06

Nietążkowo
7.07

Karpacz
14.07

Zieleniec
28.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Rebe wreszcie wrócił do łask. Sorry! Do Łasku! Do Łasku!
12 czerwca 2012
Ostatnie dwa miesiące treningów Remka przed Race Around Austria
15 czerwca 2012

Jadąc w ubiegłym roku z kolegami na I Supermaraton Jastrzębi Łaskich wiedziałem, że będzie to coś nowego, coś innego i nie pomyliłem się. Oceniając tę pierwszą, taką pilotową imprezę praktycznie wszystko było ok. I tak koledzy z Łasku ze swoja imprezą weszli do naszego Cyklu P.P.

Jak tylko znałem datę zadzwoniłem w miejsce gdzie spaliśmy w ubiegłym roku rezerwując nocleg dla trzech osób. Mieliśmy pojechać we trójkę, ja,Ula i Stanley. Oni w ubiegłym roku nie byli, ale chcieli sprawdzić czy mój zachwyt imprezą w Łasku był prawdziwy. W ubiegłym roku pogoda była wspaniała, i patrząc na prognozy na 10 czerwca też zapowiadano ciepło i słońce.

Z Gryfic wyjeżdżamy w sobotę o 4 rano. Mamy do przejechania 540km i na miejscu jesteśmy już ok. 11. Łask wita nas pogodą ciepłą i słoneczną. Po rozpakowaniu idziemy na zakupy. Szukaliśmy tego Łaskiego superpiwka Koreb, ale nigdzie nie mogliśmy kupić tego trunku. W ubiegłym roku był w sobotę festyn, więc było jego pod dostatkiem i degustacji nie było końca. Wróciliśmy do pokoju i czekaliśmy do 18, kiedy planowane było otwarcie biura zawodów. Po rejestracji ok. 20 odprawa i później już spanie.

Ranek przywitał nas słońcem i ciepłem, więc decyzja mogła być jedna- jazda na krótko. Po przyjeździe na miejsce startu spotykamy sporo znajomych, i rozmów nie było końca. Jako pierwszy startuje Stanley, ja sześć minut po a Ula 12 minut po mnie. Na starcie spotykam Jurka Tracza i już się cieszę, bo wiem, że będąc w jednej grupie pojedziemy razem. Ze znajomych w naszej grupie widzę jeszcze Zdzicha Kalinowskiego, Marzenkę Szymańską, Monikę Kędziorek która też była w Łasku w ubiegłym roku razem z Jarkiem.

Po starcie idzie ostro, a po paru chwilach tworzy się mała grupka – Ja z Jurkiem na rowerach innych, Koziatek Szymon, Jankowski Jakub i „Kalina” na szosach. W pewnych momentach idzie naprawdę jak dla mnie za ostro, ale wiem, że zawsze na początku jest taki „ogień”, ale później już się normuje. Dobrze że jest płasko więc jakoś utrzymujemy się z Jurkiem i po jakimś czasie już jest normalnie.

Po ok. pół godziny jazdy z daleka widzę grupkę 5 zawodników i rozpoznaje Stanleya, krzyczę z daleka i już mamy jednego więcej. Już za punktem żywieniowym gdzie nikt się nie zatrzymuje dojeżdżamy jednego „singla” i po chwili poznaje „Rebego” jedno słowo i Piotr już jedzie z nami.

Po jakimś czasie dogania nas grupka, która startowała 2 minuty po nas, Romek Węglarski krzyczy z daleka więc cała nasza grupka dołącza się i już jest fajnie. Dla trójki z tej grupy nasze tempo jest za małe / wcale się nie dziwię – dwa pierwsze miejsca w open Krzysztof Kryczka i Jurek Pikuła / , więc po paru kilometrach wspólnej jazdy powoli odjeżdżają, a my zaczynamy następną pętle w całym składzie.

Po ok. 120km ktoś pyta się się o średnią, sprawdzam i nie wierzę – ponad 37km/godz. W pewnym momencie jest ostry skręt w lewo i na zakręcie łapie pobocze Stanley i leży jak długi. Czekamy aż się pozbiera i jedziemy dalej. Po chwili dogania nas silna grupka „megowców” i dalej jedziemy razem w mocniejszym tempie. Wiem już, że Stanley kończy na „mega„, więc kiedy na ok. 15km od Łasku zostaje – nie czekam na niego. Po chwili na lekkim wzniesieniu spada mi łańcuch, szybciutko poprawiam, ale tracąc rytm odstaje parę metrów i już mam „pozamiatane”. Żeby nie to wzniesienie… a tak widzę jak grupa powoli się oddala.

Myślałem, że ci, z którymi jechałem razem, i dalej jadą na giga poczekają na punkcie, ale gdzie tam. I tak dalej jechałem już sam. Przed PŻ mijam Janka Ambroziaka i z daleka widzę jakąś postać w żółtym stroju. Doganiam go na punkcie i okazuje się, że to jest jeden z kolegów, który jechał w naszej grupie Darek Walkowiak i już do mety jedziemy razem zgodnie współpracując.

Mój plan żeby zmieścić się w 7 godzinach wykonałem z zapasem. Trasę 232km pokonałem w czasie 6:47:09 ze średnia ponad 34km/godzinę. Mój rekord trasy giga.

Zaraz po wjeżdzie na metę czekała na mnie Ula i Stanley z napojem. Coś tam zjadłem, wypiłem napój marki Koreb i pojechaliśmy do pokoju wziąć prysznic i szykować się do wyjazdu. Czekała nas jeszcze nocna podróż do domu.

Udział w II Supermaratonie Jastrzębi Łaskich to duży sukces K.R.Gryfland. Ula zajęła I miejsce na Mini KIV inne, Stanley I miejsce na Mega MIII inne i ja I miejsce na Giga MV inne, oraz dodatkowo Ula wylosowała rower. Z Łasku wyjeżdżamy o 21 i w Gryficach jesteśmy o 3 nad ranem.

BYŁO SUPER!!! W pełni podpisujemy się pod oceną Zenka. Wspaniała impreza. Praktycznie uważam że nie można mieć do niczego żadnych uwag.

Marek Zadworny

Facebook