Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Śrem
21.04

Rewal
5.05

Stargard
12.05

Nowogard
23.06

Świdwin
7.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Maraton w Iławie z punktu widzenia szosowca
8 września 2008
Wyniki po Iławie
8 września 2008

Tym razem na maraton Iława Tour wybrałem się pociągiem. Mamy bardzo dobre połączenie bezpośrednie, więc nie było sensu tłuc się samochodem przez kilka godzin po naszych pięknych ,,polskich drogach”.

W pociągu wygodny wagon przygotowany do przewozu chyba ze trzydziestu rowerów i dużo miejsca do siedzenia. Jest nas już we Wrocławiu pięć osób, Irenka, Agnieszka, Janusz, Andrzej i ja – Klan. Już jest wesoło. W Obornikach dosiadają Lucek i Feliks, a w Poznaniu Andrzej J. , Marta z Pawłem, Olek z Manuelem (berlińczycy) oraz Kamil. Wesoły kierownik pociągu dosiada się do nas i sypie kawałami i nie wiadomo kiedy jesteśmy w Iławie. Trzynaście osób sprawnie opuszcza pociąg podając sobie rowery i bagaże.

Przejazd przez śliczne nieduże miasteczko do rynku i pierwsze spotkania z „supermaratończykami”. Zakwaterowanie na kampingu Leśna, pokoje wczesny PRL, ale to tylko dwie noce. Ważne, że jest gorąca woda i łóżko dla każdego. Rejestrujemy się i zasuwamy na obiadek do knajpki wskazanej nam przez Piotra, orga z Iławy. Faktycznie „makaron po chłopsku” i „z drobiem” zaspakaja nasze podniebienia, a jego ilość sprawia, że następnego dnia mamy odpowiednią parę aż do mety.

Wieczorem samochodem dojeżdża Gosia z Jackiem i jesteśmy w komplecie. Organizatorzy razem z obsługą sędziowską pouczają jak powiesić na plecach czipa i nr startowy na rowerze. Rano zbiórka przed ratuszem, oficjalne otwarcie przez burmistrza, krótko i na temat, runda honorowa wokół „Małego Jezioraka” i od 8.40 startujemy we wcześniej ustalonych grupach. Startuję w mocnej grupie o 9.00. Jest ze mną kwiat supermaratonów – Tomek, Adam, Remik, Andrzej, Mirek i Jacek. Brakuje Andrzeja Mistrza, ale na własne życzenie jedzie w „swojej” grupie.

Za nami zawsze groźny Kalina – nowy mistrz Imagisu i zeszłoroczny mistrz supermaratonów Andrzej Gryckiewicz. Trasa maratonu, po korekcie, oznaczona prawidłowo i czytelnie. Strzałki na jezdni, malowane przez Piotra w nocy bardzo widoczne i ułatwiające jazdę. Jedziemy zgraną grupą do ,,objazdu”, gdzie nie wiedząc jeszcze co nas czeka, lecimy ponad 30km/h.

I tu był błąd. Powinno być 25km/h. Łapię kapcia w tylnym kole i pierwsza myśl – „to już pozamiatane”. 30m z tyłu słyszę głos Remika – k… apcia złapałem! A więc jest nas dwóch. Szybka wymiana i razem ruszamy gonić ,,naszych” lub bardziej liczyć na pecha kolegów na drugiej i trzeciej rundzie. Nic z tego – przewaga prowadzących rośnie do 7min na pierwszej rundzie, do 12min na drugiej rundzie, aby na mecie urosnąć do 27min. Na trasie udaje nam się dogonić tych, którzy nas minęli przy wymianie dętki, ale współpraca układała nam się tylko z Wackiem, na pewnym odcinku z Andrzejem z roju Szerszeni oraz z Jackiem z W-wia, a na trzeciej rundzie z Gryckiem i Kaliną (przepraszam jeśli kogoś pominąłem).

Na metę wpadam sam, nie dałem rady na końcówce i odpadłem. Mimo wszystko jestem z siebie bardzo zadowolony – w open VIII miejsce, a w kategorii M5 drugi za Kaliną.

Jestem zaskoczony – gdzie Andrzej J.? Koledzy podają, że zakończył jazdę na 160km. A więc jest lepiej niż myślałem. Warto było jechać z Remikiem do końca. Dzięki Remik za ciepłe słowa na trasie „cieszę się, że ty też złapałeś kapcia”. Te słowa podniosły mi adrenalinę i stąd ten wynik!

Na metę wpadają kolejni zwycięzcy – bo przecież każdy kto ukończył maraton jest zwycięzcą. Jest Olek, Wacek, Rebe, Adaś na innym, Andrzej Szerszeń pomagający na trasie, pechowiec Jacek (dwa kapcie równocześnie), Roman, nieustępliwy Manuel, nasza mistrzyni Gosia, gadułka Jasiu, Marek od Majorki, Andrzej co jechał na feldze przez 50km, bo nie miał już zapasu, Heniu z Wałbrzycha walczący z pełnosprawnymi jak równy z równymi, Ania z Sierpca, Heniek z blachą w barku i listę zamyka nieustępliwa w zaliczaniu kilometrów Irenka. Nie wymieniłem wszystkich, a jest nas na dystansie 240km 49 osób.

Słowa uznania dla wszystkich. Jest też Jan Ambroziak, którego na trasie mijałem dwa razy, sędziowie nie pozwolili mu jechać trzecie okrążenie – limit czasu przekroczony!

Wieczorem wręczanie pucharków i bogata tombola, dyplomy i smaczny bigos z dodatkami, napój wzmacniający z mikroelementami pomieszany z rozmowami o wrażeniach z trasy, spotkanie znajomych i rywali, pogoda, luz, uśmiechy na twarzach, pełne rozluźnienie i….. to jest to co chciałem od siebie przekazać.

Wiem – były niedociągnięcia, tak jak zawsze można się czegoś czepić. Można być malkontentem, że za te pieniądze mi się należy… ( proszę tu wpisać swoje życzenie…).

Wierzę, że organizatorzy naprawdę zrobili wszystko abyśmy byli zadowoleni! I cóż nie będę się czepiał, ale Piotrze … ten smród kurzego obornika przed Iławą był nie do zniesienia. Wszyscy dawali pełną parę i aby do mety, niezły doping, ale czy dozwolony?

Jedno wiem na pewno za rok jadę do Iławy!!

Pozdrawiam i tradycyjnie do zobaczenia już 20-tego w Świnoujściu

Krzysztof – Klan.

Obecność wszystkich tym razem obowiązkowa – zakończenie edycji 2008 !!!!

Facebook