Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Maraton Szosowy Świnoujście
21 września 2007
po Trzebnicy
21 września 2007

Jelitek

undefinedXII Rajd Wokół Tatr dobiegł końca. Można śmiało powiedzieć że rajd ten w stosunku do zeszłorocznego był prawie całkowicie inny. Różnice dotyczyły nie tylko składu ekipy i jej barw ale także wyników i tempa. Mimo to wszystko jedna rzecz nie uległa zmianie – atmosfera była równie wspaniała jak wcześniej.

Dwie godziny snu przed rajdem i takim wysiłkiem to totalna głupota – taka była moja pierwsza myśl gdy obudziłem się o 4. Całą noc poświęciłem na przygotowanie roweru, dopięciu wszystko na ostatni guzik i do tego trudności w uśnieciu spowodowane nadmierną ekscytacją. O 5 umówiłem się z Bułą (Rafałem) na Balicach, skąd szybko ruszyliśmy do Nowego Targu gdzie był start i meta rajdu. Na miejscu byliśmy pierwsi – o 6:45 jeszcze nikogo nie było, ale z minuty na minutę pojawiało się coraz więcej kolarzy.

Tradycyjnie wspólne zdjęcie 15 minut przed startem, chwila na rozmowy i przyglądanie się zawodnikom, a punktualnie o 8:00 start. Myślę że śmiało mogę powiedzieć iż nasza ekipa wyglądała rewelacyjnie w swoich strojach na tle całego peletonu.

W tym roku wystartowało 5 Bikeholików: Gres, Jacek, Saint, Waldek oraz ja (Jelitek) a także dwóch naszych znajomków: Buła i Łukasz. Wszyscy razem jechaliśmy w szybkim tempie do granicy w Chochołowie. Po drodze miała miejsce kolizja, gdy jeden z zawodników zajęty rozmową najechał na drugiego kolarza, na szczęście skończyło się tylko na otarciach. Prawdę mówiąc o wypadek nie było trudno gdyż jechaliśmy szybko i bardzo blisko siebie, a polskie drogi szczególnie utrudniały jazdę, tym bardziej że wiele osób nie ostrzegało przed dziurami.

 

Na granicy nie było kontroli i nikt się nawet nie fatygował by się zatrzymać. Nawet sami organizatorzy byli zaskoczeni i krzyczeli za nami czy nie chcemy postoju. Od tego momentu zaczęło się naprawdę ostro. Prędkość nie spadała ponizej 30 km/h. Jako że w tym roku trasa uległa nieco zmianie część osób nie skręciła w odpowiednim kierunku i musieli się wracać. Na pierwszej górce odskoczyliśmy z Jackiem i z dwoma innymi kolarzami i kontynuowaliśmy wspólnie jazdę przez kilkanaście kilometrów. Saint z Gresem byli już daleko z przodu, a Waldek na horyzoncie z tyłu dobijał do nas powoli.

Drobne przetasowania w składzie miały miejsce na podjeździe na Ostrą. Jako beznadziejny góral zostałem nieco z tyłu i nadrabiałem straty na zjazdach i na płaskim. I tak było do pierwszego bufetu który znajdował się na 90 km. Szybko nawrzucałem batonów uzupełniłem wodę w bidonach i ruszyłem razem z Bułą, który pilnował mi roweru.

Po chwili dołączyliśmy do duzej grupki kolarzy i wspólnie pokonywaliśmy kilometry. Gdy wyjechaliśmy z Liptowskiego Mikulasza tempo znacznie spadło. Przyczynił się do tego silny wiatr który na otwartym i płaskim terenie dawał się nam we znaki. Siły mi strasznie szybko opadły, nie mogąc znaleźć potymalnej pozycji na kole kogoś z peletonu, odpuściłem i dalej jechałem pokonywałem podjazd pod Smokowiec w samotności. Po drodze wyprzedzony wcześniej przez 4 kolarzy dojechałem do drugiego bufetu. Gdzie zrobiłem sobie dłuższą przerwę.

 

Zmotywowany strachem przed byciem ostatnim w całym rajdzie, ruszyłem przed siebie. Wszyscy z Bikeholików byli już daleko z przodu. Saint na czele, za nim Gres goniony przez Waldka i Jacek który był 14 minut przede mną. Po drodze do Łysej Polany dołączyła do mnie grupka kolarzy, jechaliśmy wspólnie parę kilometrów, ale gdy w końcu dostałem zmianę narzucili zbyt wysokie dla mnie tempo i znów zostałem sam. Dopiero przed samą łysą polaną doszedł mnie kolejny kolarz który postanowił się zatrzymać i poczekać na resztę znajomych by wspólnie pojechać skrótem. Zniechęcony takim postępowaniem pojechałem dalej przed siebie. Do Bukowiny jechało mi się coraz lepiej, ale na zjeździe do Nowego Targu o mały włos bym miał wypadek, gdy przy prędkości ponad 70 km/h wjechałbym na żwir rozsypany przy drodze.

 

Nieco zdołowany długą samotną jazdą rozmyślałem o tym co będzie jak dojadę. Na szczęście do Nowego Targu dojechałem w miarę szybko i mogłem się posilić kiełbaskami o których marzyłem przez 100 km. Reszta grupy siedziała już dość długo i oczekiwała na ostatniego niedobitka. W miłej atmosferze siedzieliśmy jeszcze wspólnie ponad dwie godziny i wypoczywaliśmy.

 

Generalnie XII Rajd Wokół Tatr był lepszy w stosunku do zeszłego roku. Nasza grupa zabezpieczała całą imprezę od czołówki po środek i tył, a każdy pokazał się z jak najlepszej strony. Za rok na pewno tam wrócimy i miejmy nadzieję że XIII Rajd będzie jeszcze bardziej udany niż ten.

Zdjęcia ze strony organizatora

zdjęcia bikeholicy

tekst ze strony bikeholicy.pl


Facebook