Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2022 | Puchar Polski Maratończyków w Jeździe Indywidualnej na Czas 2022

Rewal
21-22.05

Płoty
9-10.07

Pniewy
6-7.08

Gryfice
3-4.09

Radowo Małe
24-25.09
Żądło Szerszenia oczami Skorlika
29 kwietnia 2009
Nowe – pionowe zamiast poziomych – trasy Pętli Beskidzkiej
30 kwietnia 2009

Pozwolę sobie zaprezentować inny punkt widzenia związany z innym punktem siedzenia, czyli turystycznym siodełkiem z amortyzowaną sztycą? Na tym właśnie siedzeniu zostałem z 30-toma innymi nieszczęśnikami zdyskwalifikowany.

Muszę przyznać, że impreza była wspaniale zorganizowana. Po zimowej przerwie, nareszcie można było sobie poszaleć, jeżeli szaleństwem można nazwać próbę przejechania na początku sezonu podwójnej pętli trzebnickiej. Sprawnie działające biuro nie pozwoliło na tworzenie się kolejki przy wydawaniu torebek z numerami startowymi, mimo rekordowej liczby startujących. Krótka i konkretna odprawa techniczna wyjaśniała wszystko, nawet tym, którzy po raz pierwszy mieli zamiar wystartować. Dla ambitnych, którzy nie do końca byli przekonani o swoich możliwościach, między innymi dla mnie, został o godzinę opóźniony czas zamknięcia mety. Do tego słoneczko i temperatura typowa dla klimatu umiarkowanego pozwalały optymistycznie myśleć o zaliczeniu 250 km w wyznaczonym limicie czasu. Tylko ten wiatr.

Odpór wiatrowi dawała w początkowej fazie jazda zespołowa. Do drogi z płyt betonowych to ona pozwalała mi na utrzymywanie dobrego jak na mnie tempa. Gdy zaczęły się górki mój turystyczny rower okazał się za ciężki i grupa odjechała do przodu. Został mi do towarzystwa ktoś wyglądający na M6 szosa. Nie współpracowaliśmy, ale robiliśmy sobie małe prywatne wyścigi, wyprzedzając się co jakiś czas nawzajem. Nie pamiętam, który z nas przegapił dodatkowy skręt w Węgrowie. Pamiętam tylko, że droga, w którą wjechaliśmy prowadziła pod górę i była tak nierówna, że spory jej kawałek przejechałem wąskim poboczem. Kierując się drogowskazami i pewnością siebie mego kompana dotarłem na półmetek. Wiedziałem że pomyliłem trasę na pierwszym okrążeniu. Nie pytając sędziego, co z tym fantem zrobić, pojechałem drugie kółko, większość trasy pokonując samotnie. Tym razem szczególną uwagę zwróciłem na strzałki w okolicy Węgrowa. Znalazłem miejsce, w którym popełniłem błąd. Drugie okrążenie pokonałem już prawidłowo.

W tym miejscu pomylili się nie tylko ci, co zostali zdyskwalifikowani. Sporo osób po pomyłce wracało na właściwą drogę po przejechaniu dodatkowych kilometrów. W tym miejscu organizator bezwiednie zorganizował nam dodatkową atrakcję. Tu właśnie maraton nabrał cech maratonu rowerowego na orientację. W większości tego typu maratonów za ominięcie punktu kontrolnego dostaje się punkty karne. W rowerowych maratonach na orientację z cyklu „Odyseja” ominięcie punktu kontrolnego skutkuje karą czasową. Chyba tylko w „Jura Maraton” skutkiem ominięcia punktu kontrolnego była dyskwalifikacja. Byłem ciekaw jak do tego zagadnienia podejdą organizatorzy i sędziowie? Zgodnie z regulaminem ogólnym „zwycięzcami w poszczególnych kategoriach i dystansach zostaną zawodnicy, którzy w najkrótszym czasie pokonają trasę i nie pominą żadnego punktu kontrolnego”. Innych zapisów dotyczących tego tematu nie znalazłem. Zwycięzcą nie miałem zamiaru być, ale miło by mi było imprezę zaliczyć i być sklasyfikowanym.

Tej wieloosobowej pomyłki nikt nie był winny. Zawodnicy popełnili błąd, bo organizatorzy nie przewidzieli, że oznakowanie okaże się niejednoznaczne. Dla mnie brakowało jeszcze jednej strzałki w miejscu skrętu w prawo we właściwą drogę. Wykrzykniki przy strzałce 20 m przed zakrętem oznaczały dla mnie „uwaga !!! za zakrętem zaczyna się droga o nierównej nawierzchni” , bo na taką drogę właśnie wjechałem. Miałem nadzieję na to, że organizator też weźmie na siebie część odpowiedzialności z zaistniałą sytuację i uzna zgodnie z regulaminem, że pomyłkowicze zwycięzcami być nie mogą, a to, że minęli punkt kontrolny bez złej woli, będzie okolicznością łagodzącą im karę. Przecież w arsenale regulaminowych kar występują nie tylko dyskwalifikacje.

Jaki był finał, wszyscy wiemy. Cel regulaminowy nr 2 „sprawdzenie granic własnej wytrzymałości fizycznej i odporności psychicznej” został przeze mnie osiągnięty – szczególnie jego druga część. W tej beczce wspaniałego szerszeniego miodu musiała się znaleźć łyżeczka przysłowiowego dziegciu. Żądło, jak nazwa wskazuje, może być dla niektórych bolesnym doświadczeniem. Trzeba wykazać się sporą odpornością psychiczną, by przełknąć gorzką prawdę porażki, wynikającej ze zbiegu kilku nakładających się na siebie okoliczności, porażki wynikającej nie z braku sił czy z chęci zwycięstwa za wszelką cenę, ale ze zwyczajnego pecha.

Impreza wspaniale zorganizowana, koleżeńska i sportowa atmosfera, niezapomniane i mocne wrażenia z trasy i po przyjechaniu linii mety, to jest to, co każe mi poważnie myśleć o przyjeździe do Trzebnicy na następne Żądło. Mam nadzieję, że w przyszłym roku wraz z innymi przyczynię się do pobicia tegorocznego rekordu frekwencji.

magnus

Zdjęcie pochodzi z galerii Adama Świtalskiego, dziennikarza Pro-cycling.org.

Facebook