Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2022 | Puchar Polski Maratończyków w Jeździe Indywidualnej na Czas 2022

Rewal
21-22.05

Płoty
9-10.07

Pniewy
6-7.08

Gryfice
3-4.09

Radowo Małe
24-25.09
Zapiski rowerowe
26 lutego 2009
KK: już niemal 150 zgłoszeń
28 lutego 2009

Kontynuując temat rozpoczęty przez Wikiego przedstawiam nieco szerzej maratony górskie. Dla wielu cyklistów z Łodzi mogą one być bardzo atrakcyjne bo u nas brakuje na co dzień możliwości jazdy po górach. Takich nierówności, jakie mamy na drogach Wzniesień Łódzkich, na trasie PB czy KK nawet się nie zauważa. W pamięci pozostają długie, strome podjazdy.

Żeby wystartować w takich imprezach, nawet trasach GIGA, wcale nie trzeba być wyczynowcem ale pewne doświadczenie rowerowe jest konieczne. Nie radzę rzucać się na najdłuższą trasę jeżeli ktoś ma problem z przejechaniem 200 km w okolicach Łodzi. Można wybrać krótszy wariant.

Opisuję ubiegłoroczne PB i KK z punktu widzenia rowerzysty, który nigdy nie uprawiał kolarstwa wyczynowo i ma przeciętny rower szosowy ( osprzęt na poziomie Shimano L-105). Na rowerze jeżdżę od bardzo dawna, a od kilku lat przejeżdżam po 10.000 rocznie. Większość moich tras to Łódź i okolice oraz tysiące km w Jurze czyli trasy nie płaskie, ale z górami mające niewiele wspólnego. Tu na podjazdach wystarcza przełożenie 39/21, a na zjazdach można odpoczywać.

W ciągu ostatnich 4 lat wystartowałem w 8 maratonach, z czego 6 to górskie. Dla takiego cyklisty jak ja, górska trasa GIGA, to 11-12 godz. jazdy z postojami na punktach żywnościowych.

Pętla Beskidzka 2008r: 225 km, 4100 m przewyższenia.
O 8:15 z amfiteatru w Istebnej startuje wspólnie ok. 300 osób. Ruch drogowy jest zamknięty na podjeździe pod Ochodzitą (854 mnpm ), czyli pierwsze 8 km . Ruszamy w tempie spacerowym za pilotującym samochodem. Stopniowo szybkość rośnie i po ok. 2 km to spacerowe jest ale chyba dla Virenque’a.

Pogoda piękna, świeci słońce i robi się co raz cieplej, a i my rozgrzewamy się na podjeździe. Peleton rozciąga się i zaczyna rwać. Po przekroczeniu linii przyszłej mety zaczynają się zjazdy, już w normalnym ruchu drogowym. Za chwilę „uwaga!!!” – na zjeździe i ostrym zakręcie 200m kostki brukowej. Dalej drogi jak wszędzie: asfalt lepszy lub gorszy, roboty drogowe, łaty, dziury i szuter rozsypany na zakrętach.

Za Węgierską Górką trasa MINI skręca w prawo, a my prosto. Cały czas przetasowania, raz ja wyprzedzam, innym razem jestem wyprzedzany. Na zjazdach przeważnie tracę – brak doświadczenia i odwagi.

Zaliczone podjazdy: Przełęcz U Poloka (630), Rychwałdzka (527) i Kocierska (740). Teraz najczęściej jadę sam.

Targanice. W pewnym momencie ukazuje się najgorszy fragment podjazdu („tylko” 555) i nogi robią się miękkie. Przez sekundę takie uczucie, w rzeczywistości mięsnie łydek napięte maksymalnie. Staję na pedałach i z prędkością 7km/h powoli wyprzedzam babcię spacerkiem idącą pod górę. Rytm 1/1 czyli jeden oddech na każdy obrót pedałów – typowe na stromych podjazdach. Na zjeździe rozsypany tłuczeń i szuter. Makabra.

Odcinek pofałdowany przez ok. 30 km, a potem Szczyrk i lekko pod górę. Podjazd pod Salmopol (938) po prostu długi, dalej serpentynami w dół.

Z Wisły Czarne, przy Zameczku na Kubalonkę (769). Podjazd nie jest zbyt długi ale daje w kość. Trzeba mocno pedałować bo nie ma innej możliwości. Przepraszam, jest – można zejść z roweru. Dalej zjazdy leśną, asfaltową drogą i wspinaczka na Ochodzitą. Tu, po ok. 145 km zamyka się duża pętla i do przejechania pozostaje jeszcze trasa MINI czyli tylko 80 km i podjazdy na Salmopol, Kubalonkę i na deser trzeci raz Ochodzita.

Na mecie jestem 43 (4 w kat M5 ), z czasem 11:01:46 (zwycięzca 7:34:42).

Klasyk Kłodzki 2008r: 233 km; 4475 m przewyższenia.
Startujemy w grupach ośmioosobowych co 3 min, moja o 8:15. Na początku kilka km zjazdów, na których grupka rozrywa się i pozostałą część maratonu jadę sam lub z przypadkowo spotkanymi zawodnikami. Podjazdy pokonuje się w tempie na jakie pozwala kondycja, a prędkość na zjazdach zależy nie tylko od pochylenia drogi i stanu nawierzchni ale także od umiejętności zjeżdżania i stopnia ryzyka jakie decydujemy się podjąć. Jeżeli przesadzimy, to może skończyć się uszkodzeniem koła, a nawet niezbyt przyjemnym upadkiem.

Po godzinie jazdy, na kolejnym zjeździe, zaczyna podać drobny deszcz. Zakładam kurtkę lecz zdejmuję ją przed podjazdem, gdy przestaje padać. Po chwili znów kropi i tak będzie jeszcze przez następne 2 godziny. Już się nie ubieram i po pewnym czasie ubranie mokre, a w butach chlupie woda. Na szczęście nie jest zbyt zimno. Przez następne godziny jazdy ubranie wysycha ale w butach będzie mokro do końca maratonu.

Podjazd pod Puchaczówkę (864 m npm) długi ale idzie mi nie najgorzej, gorsze są zjazdy po mokrym asfalcie. Na zjazdach zaczynam dygotać z zimna, na szczęście zaraz następny podjazd. Minęło 5 godz górskiej jazdy, a jeszcze nie ma połowy drogi. Niebo już ładniejsze, może nie będzie padać.

Do bufetu jeszcze kilka km i podjazd bardzo się dłuży. Wreszcie jest, w lesie na przełęczy. Szybko jem ciastka i banany, piję jakieś napoje, a na dalszą drogę zabieram wodę, batony i banany. Wsiadam na rower i zaczyna się zjazd po czymś, co nawet trudno nazwać marnym asfaltem – prędkość miejscami niewiele większa niż na podjeździe.

Kłodzko, tu można zjechać na średnią trasę. Tradycyjnie jadę na GIGA – do mety pozostaje jeszcze 100 km i 4 długie podjazdy.

Pokonana Przełęcz Wilcza i zjazdy do Srebrnej Góry. Tu zaczyna się jeden z najtrudniejszych pojazdów, początkowo łagodnie w górę, potem naprawdę stromo, chociaż wjazd tylko na 586 m. I takie marzenie: 10 oddechów bez jednoczesnego naciskania na pedały. Niestety, jeszcze kilkaset metrów stromego podjazdu i dopiero wtedy będzie łagodniej – będzie można odpocząć, dalej jadąc pod górę.

Zjazdy i sporo km pagórków nie gorszych niż koło Łodzi. Podjazd na Przełęcz Lisią (790) w Górach Stołowych – piękny odcinek trasy, żeby tylko asfalt był lepszy. Te łaty i dziury dają się we znaki na długim zjeździe do Kudowy. Ręce mam już tak zdrętwiałe i rozdygotane, że jednoczesne trzymanie kierownicy i zaciskanie hamulców jest problemem. Boję się, że na kolejnym z zakrętów nie dam rady. Wreszcie tabliczka KUDOWA i można odpocząć podczas jazdy przez miasto. Jeszcze tylko podjechać pod Polskie Wrota potem wspiąć się do Zieleńca i mały zjazd na metę.

Czas 11:01:45 (najlepszy 8:03:09), miejsce 52; trasę GIGA pokonały 83 osoby.

Porównajcie moje czasy na PB i KK, to nie jest pomyłka.

Krótkie podsumowanie.
Startując w dwóch (były 3)  maratonach górskich, w łącznej klasyfikacji górskiej za 2008 rok znalazłem się na 45 miejscu. We wszystkich maratonach górskich 2008r sklasyfikowano 555 osób.

W maratonach szosowych zaliczanych do Pucharu Polski sklasyfikowano w sumie 1421 osób w bardzo różnym wieku i na różnych rowerach.

Mimo że start na dystansie Giga w górach to znaczny wysiłek, przejechanie całej trasy daje sporo satysfakcji i dużo przyjemności z jazdy. Są to imprezy, do których większość miłośników roweru jest w stanie przygotować się od końca zimy. Zachęcam, bo Łódź nie jest reprezentowana zbyt licznie.

Krzysztof Miniewicz

Tekst ukazał się również na stronie Cyklomaniak – Łódzki Portal Rowerowy.

Facebook