Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2023 | Puchar Polski Maratończyków w Jeździe Indywidualnej na Czas 2023

Radowo Małe
20-21.05

Płoty
17-18.06

Pniewy
29-30.07

Rewal
9-10.09

Gryfice
23-24.09
Kapusta – głowa pusta
28 października 2008
Obowiązkowe kamizelki i kaski dla dzieci?
30 października 2008

Rozmowa z Michałem Kwiatkowskim, kolarzem TKK Pacific/SMS Toruń, mistrzem świata i Europy juniorów w kolarstwie szosowym.

Michale, po zdobyciu złotego medalu mistrzostw świata w jeździe indywidualnej na czas wydawało się, że dla ciebie sezon mógłby już się zakończyć. W drugiej jego części zadziwiłeś znów środowisko kolarskie, sięgając po medale w konkurencjach torowych?
Rzeczywiście. Po wygraniu „czasówek” w mistrzostwach Europy we Włoszech i mistrzostwach świata w RPA już byłbym rozliczony na „szóstkę”. Postanowiliśmy jednak z trenerami w klubie Pacific wykorzystać potencjał i spróbować powalczyć o medal torowych mistrzostw Europy juniorów.

Tym bardziej że impreza odbywała się na pierwszym w Polsce drewnianym torze w Pruszkowie; to był debiut obiektu?
To prawda. We Włoszech i RPA nie miałem zbyt wielu kibiców, a na szybkim torze w Pruszkowie ścigaliśmy się przed własną publicznością. Ale zadanie nie było łatwe, bo do mistrzostw Europy przystąpiłem niemal „z marszu”. Trenowałem, pod kątem występów torowych, ledwie dwa tygodnie. Już pierwsze starty na 3000 m na dochodzenie i na 4000 m w drużynie (udało się ustanowić rekordy Polski) pokazały, że może być nieźle. W końcu nastąpił docelowy występ w finale wyścigu punktowego, w którym wywalczyłem brązowy medal. Bardzo się cieszę z tego krążka, bo po raz kolejny udowodniłem sobie i rywalom, że jestem wszechstronny. 

Ale na tym medalowy serial się nie zakończył?
No tak. Siłą rozpędu wystartowałem jeszcze w torowych mistrzostwach Polski seniorów i wygrałem wyścig punktowy. Razem z kolegami z Pacifiku zdobyłem jeszcze srebro na 4000 m drużynowo. Ostatni sezon juniorski zakończyliśmy mocnym akcentem, wygrywając w Goleniowie z Łukaszem Owsianem szosowe mistrzostwa Polski par oraz wyścig drużynowy.

Dorobek, rzeczywiście, imponujący! Jak ci się udało zmotywować do tylu startów i kolejnego wysiłku po mistrzostwie świata?
Powiem tak: mistrzostwo zobowiązuje. Kilka tygodni po zdobyciu złota w RPA stanąłem do walki już w tęczowej koszulce w górskich mistrzostw Polski i poległem. Nie było to miłe uczucie. Od mistrza każdy wymaga zwycięstw, a przecież nie mogę przez cały sezon prezentować najwyższej formy. Potem jednak było trochę czasu na przygotowanie się i do ME w Pruszkowie, i do innych imprez mistrzowskich. Przyznam jednak, że pod koniec września jeździłem już na „resztkach paliwa”, lecz szkoleniowcy Pacifiku Tomasz Owsian i Leszek Szyszkowski odpowiednio mnie zmotywowali. 

Podobno mistrz świata juniorów nie mógł się opędzić od ofert z grup zawodowych. Czy już wiesz, gdzie będziesz się ścigać w przyszłym roku?
Propozycji było naprawdę dużo; mogło się od nich w głowie człowiekowi zakręcić. Chciał mnie Rabobank i Liquigas, inne grupy włoskie. Ale wszystko na to wskazuje, że ten pierwszy, newralgiczny sezon w kategorii młodzieżowców spędzę w macierzystym klubie TKK Pacific Toruń. Zostaję w domu. Nasz klub od lat współpracuje z partnerem włoskim, nasi orlicy ścigają się w najważniejszych wyścigach w tej kategorii wiekowej na świecie. Warto więc chyba pójść sprawdzonym systemem. A na zawodowstwo jeszcze przyjdzie czas.

Tym bardziej, że już za rok matura!
No właśnie. Chcę skończyć Szkołę Mistrzostwa Sportowego, zdać maturę. To mój pierwszy cel na przyszły sezon. Do dobrej dyspozycji sportowej chciałbym dojść w drugiej części sezonu, szczyt formy przygotować na mistrzostwa świata. Korzystając z okazji składam podziękowania trenerom, sponsorowi CPP Toruń-Pacific, nauczycielom i wychowawcom z SMS-u, Urzędowi Miasta Torunia za okazaną pomoc w tym sezonie. Myślę, że Was nie zawiodłem.

Bogumił Drogorób

Źródło: Rowery.org.

Facebook