Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Super Marton w Gorzowie
6 czerwca 2006
Śmierć przyjaciela i samotny maraton nocą
9 czerwca 2006

Samotny Jeżdżak

Start i wychodzę na prowadzenie! Ostatnia szansa bo czekam aż zadziała tabletka od bólu głowy (mam tak czasem jak wyjadę daleko od domu, a może emocjonalnie).

Już przy Tesco jestem na swoim miejscu w ogonie. Na pierwszym skrzy. przekombinowałem i blokuje mnie samochód skręcający w lewo. Obserwuję moją grupę z odległości 50m i widzę jak Musaszi gubi bidon. To nie pierwszy jego pech tego dnia. Cholera cham jestem bo mogłem mu podnieść i nie musiałby się wracać PRZEPRASZAM. Dochodzę grupę ale na pierwszej hopie rozstaje się z tymi „szaleńcami ” bez żalu. Musaszi dochodzi mnie za PKP i lecimy w parze. Wyprzedzamy „Tytanowe Siostry” (chyba się nie obrażą?). Na moście macham pierwszy raz JANOWI. Dochodzi nas jeszcze dwóch mocnych i lecimy w czwórkę po najszybszym odcinku rundy.
No i przed skrzy. na Sulęcin słychać jak coś ociera w Maszynie Musasziego i tyle go widziałem. Znowu jestem cham, znowu jeśli On jeszcze czyta moje posty PRZEPRASZAM Go tutaj za swój egoizm. Nie wiem co się stało ciekawi mnie to ale mogłem się dowiedzieć jak to się popsuło. Jestem zawodnikiem bez klasy. Tylko czas mi w głowie!
W Sulęcinie bez wypinania. Pozdrawia mnie kolega z pokoju z Choszczna z zeszłego roku, pamięta moje imię ja nie mogę sobie Jego imienia przypomnieć.. ech kask za ciasny? Brak postoju i zaraz nagroda! Na podjeździe za Sulęcinem moja grupa, jakaś taka „zdrożona”. Nawet Mistrzu wygląda na zdrożonego ale to on doskakuje pierwszy jak wyprzedzam ich z „pokazową” prędkością na szczycie hopki. Mistrzu rzeczywiście nie tyle zdrożony co niewyspany. Porywa nas grupa z wysokimi numerami i trzymamy się z nimi do Templewa. Pass-ujemy bo oni „zaraz” kończyli a my na 418km. Dalej pod wiatr do mostu na Warcie. Gdzieś tam znajduję towarzysza i jedziemy razem do Skwierzyny. Wyjeżdżając z punktu widzę grupę 16-18 zuchów wpadającą na punkt. Zaraz będzie JAZDA – pomyślałem. Dopadli nas zaraz i towarzysz odpadł. Ja zająłem swoje miejsce na ogonie. Ale fajnie się pruło! Szkoda, że takie wahania tempa 29-39 km. Tym mnie wykończyli i pożegnałem ich bez żalu. Potem zjawiło się dwóch aniołów stróżów i na zmiany polecieliśmy do Barlinka. Nie było na nas mocnych!!! Nie zaczekali jednak aż nalałem do bidonu i kazali się gonić. Dogoniłem ale już im na zmianę nie wyszedłem. Trochę pościgaliśmy się za Kłodawą i runda się skończyła. AVS 31.15km/h.

Przerwa trwała 40 min. Aaa co tam. Start do drugiej pętli i od razu mżawka i tak już z niewielkimi przerwami do końca. Tu WIELKIE DZIĘKI dla ACEROLI za pożyczenie „karoserii” – pelerynki. Bez tego to byłaby klapa i niewypał. Druga runda to nic ciekawego. Samotna jazda. Poprzedzający zawodnik uciekał 5min na każdym PKP. Nieciekawie było do nadejścia zmroku. A zwiastował go … JAN! Pomachałem mu znowu. Po chwili… zapragnąłem Go uściskać bo to była jedyna znajoma Dusza , którą mogłem spotkać na tej rundzie. Myliłem się.
300km AVS 30.12km/h Potem noc. Ciekawie! Uciekające spod kół koty, nietoperze, żaby, jakieś szelesty po rowach, pijackie imprezy w lasach. To mnie przeraziło! Pijany homo sapiens jest nieprzewidywalny! Wyścig z lecącą butelką? Nie to tylko wyobraźnia. Jadę! Nie widzę żadnego problemu. Jadę! Nie widzę bo moje oświetlenie to prowizora! Tempo spada do 24-17 km/h. Ruch żaden. Jadę i jem, jem i jadę, moknę (nie – „karoseria” tylko wilgotnieje). Ostatnie 118km to średnia 24.95 km/h. Łuna Barlinka lepiej oświetla asfalt niż mój halogen. Drugi padł od wstrząsów! Badziewie!
Za Barlinkiem jadę po linii przerywanej bo pamiętam że metr od brzegu bywają dziury KILLERY! 23km do mety. Kolejny samochód mnie wymija. Odwracam się wyprzedza mnie kolejny. Sprawdzam czy mogę zjechać na środek i …! Dostrzegam w oddali dziwne, cudowne ŚWIATŁO! Zbliża się jak szalone! Ta „lokomotywa” to Gregory! I tak zostałem „wagonem”. I tak uratowałem miejsce w Open (sorry Jerzy). No ale okazało się, że mogę po 400km jechać nawet 32km/h. To będę wnukom opowiadał. Dojechaliśmy. Powitanie z PREZESEM i ExPREZESEM, gratulacje i pogawędka o 1:20 na zimnym pustym parkingu! Aaaa o czym? No jak to o czym o IMAGISIE. Pożegnałem się jak zaczęło mną telepać. CYKLOZA w stadium krytycznym!!!! 418km – AVS 28.46 km/h, 1h 8min postojów.

Wniosek: Kup se chłopie reflektor CATeya na akumulatory za 1200PLN jak chcesz wykorzystać zdobycze treningowe na maratonie w nocy. Zmarnowałem te zdobycze. No ale pudło i tak było poza zasięgiem!!!

Gratulacje Uczestnikom. Podziękowania Oragnizatorom i Uczestnikom.
Przeprosiny dla Musasziego! Hołd dla ACEROLI za Wiele Wiele dobrego!
Pozdrowienia i podziękowania dla Kasi!

No to tak było! Czuje się jak epileptyk po ataku. Coś się wydarzyło ale jakieś takie nierealne. Rekord życiowy dystansu. Przełamane Tabu nocy. Doświadczenie mocy organizmu i umysłu (może z tym umysłem to przesadziłem).

SUPERIMPREZA.

Facebook