Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Śrem
21.04

Rewal
5.05

Stargard
12.05

Nowogard
23.06

Świdwin
7.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Karpacz
25.08

Choszczno
1.09
KaszebeRunda 2006
4 czerwca 2006
Super Marton w Gorzowie
6 czerwca 2006

Krzysztof Ł

Maraton Kołobrzeski. Wyjazd godz. 10.20 w piątek z W-rocka. Zakwaterowanie z małymi problemami, ale jest. Rano atmosfera b. napięta, wszyscy potrzą na pogodę bo komunikaty meteo i wiatr za oknem zapowiadają wszystko.

Jedno pewne jest cieplej niż zapowiadano około 17-18°C. Wiatr bardzo silny jak nad morzem. Decyzja krótka ubieramy krótki dół i ciepłą górę i bierzemy pelerynki. Sprawdzanie i uzbrajanie rowerów , o 7.00 śniadanie o 8.45 start honorowy i heja …startujemy co 5min. po 15-cie osób, łącznie 223osoby. Pierwszy o 9.00 rusza Lechu za nim o 9.10 Marek z synkiem Tomkiem i ja. Później Irenka i na końcu startuje Renata, która ma za zadanie dogonić nas wszystkich i połączyć w jedną wrocławską grupę. Pierwsze 40km jedziemy pod silny poł-zach. wiatr i grupa rwie się dosyć szybko na mniejsze. Oznaczenie trasy bd. Znam trasę z objazdu jaki zrobiłem trzy tygodnie wcześniej po maratonie w Łobzie. Jadę w pierwszej grupie i czuję się dobrze więc współpracuję z czterema młodszymi kolegami tracąc z oczu Tomka i Marka. Gdzieś około 80km dochodzę Lecha i spojrzałem mu głęboko w oczy… Widziałem ból i przerażenie i wiedziałem, że jedna runda mu wystarczy lub wróci się na 70km. Co raz dochodzimy tych co źle rozłożyli siły i po łączeniu znów się rozrywamy, lecz o dziwo jestem wśród tych co jadą w czele. Około 100km przeszedł pośpieszny około 11-15osób i załapałem się z Andrzejem Wesołowskim na ogon. Jazda marzenie. Prędkość około 36-38 a na zjazdach 55-60 (w okolicach Białogardu). Ale Krzysiu stop, to nie dla ciebie i zostało nas trzech. Andrzej ,,młody” na MTB i ja ciągniemy sobie spokojnie i dochodzimy grupę z Łobza, których od Gorzowa 2005 razem z Asią nie lubimy. Współpracujemy zgodnie we własnym interesie i na półmetku mamy czas 4.35.30 a więc dla mnie czyste wariactwo i zastanawiam się, czy dam radę jechać drugie kółko znów pod wiatr? Pogoda ustabilizowała się jest słońce i silny ..bz. Zostawiam Andrzejowi kurtkę, łykam łapczywie gorącą zupę, uzupełniam płyny w bidonie dodając witaminy i glukozę i ruszam tuż za trzema kolegami z Łobza. Już wiem że to Marek, Tadek i Gieniu. Tempo wyraźnie zmalało do 25- 27 km/h pod wiatr później po minięciu Rymania znów w lasach wzrosło do 30-35. Dołączył do nas Wojtek ze Swarzędza i tak piątką jechaliśmy do Dąbrowy Białogardzkiej uczciwie współpracując. Sędzia daje informację – przed wami ośmiu 3-3-2ch około 35min i mniej, a za wami 2-ch około 2min. więc pożywiamy się sumiennie na ostatnie 80km, banany w kieszeń i do roboty! Koło Gruszewa dochodzi nas Chudała i Grabiec i tempo mocno wzrasta. Daję w Białogardzie solidną zmianę (doskonale już znam trasę i w newralgicznych punktach sam prowadzę grupę na ,,pewniaka” co koledzy doceniają) i po wyjściu na trasę do Ubysławic stwierdzam że jest nas tylko 4-ch, a cały Łobez został. Jednak przeceniłem swoje siły i jeszcze 10min. jadę na oparach i puszczam…. Cisza ładna okolica słowiki śpiewają , z gniazd pozdrawiają mnie bociany, wyjmuję i jem banany i snikersa, popijam, wącham kwitnący rzepak i …przychodzą siły na ostatnie samotnie 40km samotnej jazdy. Nagle refleksja, czas fantastyczny, lecz jest szansa rozmienić 10godz. Ta wizja wyzwala we mnie niesamowitą energię więc kręcę przez Kłopotowo i Świelubie nie oglądając się na Łobez. Prędkość trochę z wiatrem dochodzi do 35-38 a na łagodnym dojeździe do Kołobrzegu do 48km/h, jeszcze widzę, że na rondzie policja DLA MNIE zatrzymuje ruch, więc pędzę do mety ile organizm wytrzyma. Po lewej meta jeszcze tylko ostatni nawrót 100m i meta!!!! Brak tchu i satysfakcja- dojechałem-! czekam na sędziego i czas 19.09 a więc 9.59!! (oficjalnie 9.59.15). Wpadają na metę Łobziaki i okazuje się, że tak jak w Łobzie mieli kapcia i dlatego zostali. Wiem tylko jedno – będę w pierwszej 15-ce!! Zupa, wreszcie po 10h siiiiiku, zaczyna padać, hotel, dłłłłługi prysznic i mogę obchodzić swoje 57 urodziny!!! Koleżeństwo z piwem już czekają więc opowiadaniom nie ma końca do godz. 24-tej. Wiem, że wszyscy dojechali szczęśliwie 155km. Wyniki w internecie a PP w terminie późniejszym. Teraz już tylko Pradziad potem Gorzów …… zresztą to potem. Pozdrawiam Klan.

Tekst ze strony Reworu 

Facebook